Kolejny dzień

Witam cię nowy dniu. Jaki będziesz? Czy przyniesiesz coś nowego, ekscytującego, czy może będziesz podobny do wielu tych dni, które już minęły. Na razie nie zapowiada się nic szczególnego. Za oknem jest szaro. Nie ma ani odrobiny śniegu. Wczorajsze emocje związane z WOŚP już minęły. Teraz jest zliczanie kasy i trwają licytacje różnych darów.

A ja siedzę ciepło ubrana przed komputerem i piszę, ale pisanie nie jest przecież tylko samym zapisywaniem swoich myśli. To praca umysłowa.  Prowadzę dwa blogi, bo lubię pisać, ale wiem także, że to pisanie jest mi z wielu względów bardzo potrzebne.
Spróbuję napisać jakie to są potrzeby:
- Jest to praca nad moją kondycją intelektualną. Pisanie -  to solidna gimnastyka umysłu, co w moim 
  wieku jest sprawą trudną do przecenienia.
- Ruszam mocno głową, żeby w tym, co napiszę zawarta była jakaś myśl, a całość żeby miała sens.
- Jest to kontakt z wieloma ludźmi, których w większości, co prawda, nie znam, ale którzy, podobnie
  jak ja, szukają. Sam fakt, że ktoś do mnie zagląda, że chce czytać, to co napiszę, jest dla mnie
  motywacją do dalszego pisania.
- Jest to ćwiczenie umiejętności zamykania w słowach myśli, emocji, ulotnych wrażeń.
-  Są to także ćwiczenia czysto polonistyczne: - Słowo i jego słownikowe znaczenie, znaczenie 
   wyrazów w kontekście itd. itd.

I w tym miejscu przypominam sobie obrazek z przeszłości. 
Pisać zawsze bardzo lubiłam. Siadałam i wylewałam z głowy na papier to, co w niej było. Wtedy wydawało mi się, że każdy mój tekst jest świetny, bo prawdziwy. Bo zamieszczone w nim jest to, co nosiłam w sobie. Swoje spojrzenie na sprawę, swoje refleksje, myśli itd.
I kiedyś przyjechała do mnie moja dziś już nieżyjąca siostra i dałam jej do przeczytania moje wypociny. Spokojnie przeczytała, po czym podsumowała mnie mówiąc:
 - Co ty wyprawiasz polonistko zakichana. Przecież to, co napisałaś kupy się nie trzyma. Poczytaj sobie trochę dobrej literatury. -
I ten kubeł zimnej wody był dla mnie jak powiew świeżego powietrza. Zaczęłam przyglądać  się swoim tekstom i je analizować. Zobaczyłam, czego w nich brak, a czego jest w nadmiarze.

Dziś przed opublikowaniem tekstu analizuję go i sprawdzam w nim różne elementy i ich układ, a   wciąż popełniam różne błędy. 

A teraz moja, pożal się Boże, grafika.
 
Zupełnie nie rozumiem dlaczego pojawił się kolor pomarańczowy. Był zupełnie inny.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O Matko kochana