O Matko kochana

Dzisiejszy wpis zamieściłam w obu moich blogach.
 Grafiki nie będzie, bo mi się porozjeżdżały kolory w programie Inkscape. Potrzebny jest ktoś, kto potrafi to naprawić, czyli mój Zięć, albo Wnuk, a i jeden i drugi będą u nas dopiero w święta. A już miałam wymalowanego ludzika, który skacze z trampoliny do wody. Ludzik był, trampolina też, Chciałam jeszcze domalować wodę, żeby ten ludzik miał gdzie skoczyć, a tu myk i nagle wszystko zniknęło i została pusta strona.
A do czego potrzebny był mi skaczący ludzik? O tym za chwilę.

Tak organizuję sobie czas.

Powinnam się dużo ruszać, a ja dużo siedzę. Ostatnio doszłam do wniosku, że należy zajmować się tym, co człowieka interesuje. Chodzenie nie sprawia mi takiej frajdy, jak kiedyś. Chodzę, bo chodzić trzeba, ale przede wszystkim lubię ruszać głową. Rozwiązywaniem różnych krzyżówek można zajmować się od czasu do czasu, a nie wciąż.
No i wpadłam na pomysł, żeby ułożyć w jakimś porządku jeżeli nie wszystkie, to podstawowe terminy z teorii literatury, tak jak zrobiłam to kiedyś z gramatyką języka polskiego.
Wczoraj rozpoczęłam pracę i bardzo mi się podoba, przynajmniej na razie. Obok mnie leży stos książek i zasmarowana różnymi nazwami kartka papieru. Starałam się już te nazwy segregować, żeby z tego później zrobić coś w rodzaju mapy myśli. Na razie jest to jeden wielki bałagan, ale podobno nawet świat powstawał z chaosu. Byłoby mi pewno łatwiej, gdybym mogła te nazwy od razu umieszczać w programie graficznym komputera, ale nie jest to takie proste. Po prostu brakuje mi wiedzy na temat pracy z takim programem.
No to do roboty. Ale ponieważ przy nastrojowej muzyce pracuje mi się lepiej, dlatego przesłucham kilka melodii i wybiorę taką, która będzie mi towarzyszyła przy pracy.  Będzie to: Greek Tango.





Dziś pada śnieg.

Wyjrzeliśmy dziś wieczorem z Mężem przez okno i zobaczyliśmy, że za oknem pada śnieg. Białe drobinki sypały się gęsto. Ciekawe, czy ten śnieg przeleży do jutra, czy zniknie razem ze wschodzącym słonkiem. Termometr pokazuje na dworze 0 stopni, więc jest duże prawdopodobieństwo, że jutro rano już go nie będzie.
Lubię padający śnieg. Nagle robi się dokoła czysto i biało. Białe są pola, dachy domów, drzewa. Z trudem jednak po śniegu chodzę. Każdy krok stawiam ostrożnie, żeby się nie pośliznąć, a i tak nie ma żadnej pewności, że upadku nie zaliczę. Piszę o sobie, bo inni ludzie chodzą pewnie, bez lęku. Jeżdżą też rowerami. Ale ci ludzie są sporo młodsi ode mnie.

Pamiętam taką zimę, chyba to był kończący się 1979 rok, kiedy śnieg tak sypał, że nie było widać poza nim świata. Biała ściana sypiącego się puchu zasłaniała stojące obok domy. Ludzie nie mogli dotrzeć na Sylwestra, a rano okazało się, że aby można było przejechać drogą, musiano zrobić
tunele w śniegu. Ściany tych tuneli były wyższe od stojącego człowieka.

 O takiej śnieżnej zimie opowiadała także moja Mama. Pojechała w czasie wojny do Warszawy po Babcię i gdy już obie wracały na wieś, gdzie mieszkaliśmy, to  nie mogły znaleźć drogi, tak była zasypana. Sąsiad podwiózł je sankami do naszego dom. W kurzawie śnieżnej nie mogły poznać wsi.

Już grudzień. Wkrótce będą święta Bożego Narodzenia. Znalazłam w internecie piękne wykonanie  utworu Uciekali. Mowa w nim jest o ucieczce Marii i Jej męża Józefa z maleńkim Jezusem.

Uciekali (Musical Metro) - Szansa na Sukces 2001 - w wykonaniu Joanny Kulig.

Takie sobie rozważania.

Właśnie zaczął się u mnie czas rozważań, co mogłam kiedyś zrobić inaczej, lepiej, a nie zrobiłam. Komu mogłam zaoszczędzić cierpienia? I nie chodzi tylko o ludzi, ale także o zwierzęta, a nawet rośliny. Do dziś nie mogę zapomnieć tego, że wiele lat temu wyrwałam mały dąbek. Wyrwałam go nie dlatego, że zabierał miejsce moim uprawom, tylko dlatego, że potrzebny mi był do wazonu. A przecież mógł dalej żyć i rosnąć. Dziś też rośliny wyrywam z zagonków, ale robię to wtedy, gdy zajmują miejsce warzywom, czy kwiatom. A psy, którym nie pomogłam, bo miałam już kilka swoich? Czy ja mogę się nazwać dobrym, wrażliwym człowiekiem?
I od razu stawiam sobie pytanie: - Czy jest to czułostkowość starszej pani, która nie ma co robić, tylko szuka dziury w całym, czy zobaczyłam, albo poczułam coś, czego nie widziałam wcześniej? Jak takie i podobne sytuacje mają się do odpowiedzialności i wrażliwości człowieka?A może właśnie zaczynam świrować, co jest bardzo prawdopodobne.  W końcu mam 83 lata, więc moje różne myli i zachowania mogą być przejawami zdziecinnienia lub czułostkowości.

Może to było tak.

Pędzę myślami w przeszłość. Jest 27 dzień listopada 1935 roku. Leżę w szpitalu obok swojej mamy. Właśnie się urodziłam i jestem już trzy godziny na tym świecie. Moja mama jest bardzo zmęczona, dla mnie też przychodzenie na świat nie było łatwe, bo jestem dużym noworodkiem. Ważę około 5 kg. Na razie całym światem jest dla mnie mama. Nic innego nie znam i nic innego się nie liczy. Nie wiem, czy rozglądam się dokoła. Bardziej prawdopodobne jest to, że śpię utrudzona podróżą na ten świat zupełnie jeszcze mi nieznany. O tym, że w domu czekają na mnie ojciec, dwaj bracia i babcia dowiem się później, gdy już obie z mamą wrócimy do domu.

Dziś właśnie rozpoczęłam 84-y rok życia. Z jednej strony cieszę się, że zdarzyło się to wszystko, co przez te lata przeżyłam. I nie dzielę swoich przeżyć na wspaniałe, radosne, twórcze, oraz te przykre, dołujące, pełne smutku i zwątpienia. Ważna jest całość. To, co było przykre traktuję jako naukę daną mi na dalszy ciąg życia. Bez tych trudnych chwil i nauki, którą z sobą przyniosły, nie byłabym dziś tym człowiekiem, którym jestem.

Ten dzisiejszy wpis jest w obu moich blogach, bo dotyczą moich 84 urodzin. Nie wstawiam tu tylko zdjęcia i filmiku, bo nie chce mi ich blogger przyjąć.

Cieszę się, że dałam się namówić Dobremu Duszkowi na prowadzenie tego bloga.  Dzięki temu mam okazję z Wami rozmawiać, dzielić się swoimi przemyśleniami, radościami i smuteczkami. To wielkie szczęście mieć kontakt z takimi wspaniałymi Ludźmi, jak Wy.

Szary dzień.

 
Przyzwyczajam się do szarych, zamglonych dni. Co prawda wszystko ma swój urok, ale jasne słoneczne dni wolę, niż te szarości.
Ostatnio mam problem z odszukaniem grafik zrobionych i zapisanych specjalnie do tworzonego wpisu. No i właśnie nie zawsze z tego zapisanego miejsca udaje mi się grafikę wstawić. Tak jest i dzisiaj. Zapisana grafika gdzieś tam siedzi w komputerze, a ja wykorzystałam grafikę zrobioną dawno temu, którą przypadkiem otworzyłam. Komputer wciąż jest dla mnie tajemnicą. Co prawda potrafię już sporo. Piszę, wstawiam filmiki z You Tube, robię grafiki i je wstawiam, ale wciąż moje braki w tym, jak działa komputer są wielkie. I pewno tak już będzie, bo nie są to czasy mojej młodości, kiedy wszystko jest łatwe i proste, tylko są to czasy wieku mocno zaawansowanego. Za kilka dni zaczynam 84-ty rok życia.

We wstawionym przeze mnie u góry filmiku autor tekstów pewno przez roztargnienie wyraz także wstawił z błędem ortograficznym. Przymykam oko na ten błąd, bo ważna jest dla mnie przede wszystkim piękna muzyka i cała oprawa graficzna.



 Z jednej strony cieszę się, że jestem jeszcze sprawna umysłowo, fizycznie, emocjonalnie. Z drugiej strony wolę nie wybiegać już myślami mocno w przyszłość. Jeżeli myślami gdzieś się przenoszę, to raczej w przeszłość. I nie dlatego, abym do niej tęskniła. Wolę zdecydowanie to, co jest teraz, ale moja przeszłość to podstawa, na której zbudowałam teraźniejszość. Czy żałuję czegoś, czego nie zrobiłam kiedyś? Może.... Pewno nie byłam zbyt odważna. Za to zakompleksienia mi nie brakowało. Ale to, co było, minęło. Jest to, co trwa teraz.



Takie sobie rozważania.

Siedzę i myślę.
Kiedy byłam małym dzieckiem uczono mnie jak należy zachowywać się w różnych sytuacjach życiowych. Jakich należy dokonywać wyborów, na co zwracać uwagę. Dowiadywałam się, że o   człowieku świadczy jego system wartości, sposób w jaki traktuje innych i uczciwość tak wobec siebie samego jak i wobec innych. W tych przekazywanych wartościach nie mieściły się majątek, ani władza jako priorytety. Raczej była to odpowiedzialność za to, co się robi i jaki ma się stosunek do drugiego człowieka.
Dowiadywałam się, że człowiek jest kowalem własnego losu. Mówiono, że to człowiek jako jednostka i mieszkańcy jakiejś lokalnej miejscowości są odpowiedzialni za dobro wspólnoty, A rząd i władze są odpowiedzialne za dobro ogółu.

A co jest dziś? Słowa zatraciły w wielu wypadkach swoje podstawowe znaczenie. Są przede wszystkim wykorzystywane do manipulacji i jątrzenia. Z tego powodu coraz rzadziej słucham wypowiedzi różnych polityków występujących w masowych środkach przekazu, bo nie lubię kłótni, oczerniania i manipulowania. Jest mi smutno i czuję, że moja władza nie liczy się ze mną i z moimi odczuciami, a dyskutanci rzucają się na siebie jak wojownicy.

Wojciech Młynarski
Ballada o torreadorze - tekst piosenki

    W słynnej prowincji Guadalajara
    Istnieje według najlepszych wzorów
    Szalenie droga i bardzo stara
    Szkoła dla przyszłych torreadorów

    Tam młodzi chłopcy o ciemnych oczach
    Zanim poznają zwycięstwa smak
    I nim areny szum ich otoczy
    Słuchają mistrza rad, co brzmią tak :

    Sukcesu sens przy walce byków
    Polega na sztuce uników
    Byk żaden sam nie zacznie bóść
    Więc Ty go wciąż muletą kuś!
    Niech wścieka się : Niech biega wkoło!
    Niech myśli, że stawiasz mu czoło
    I skocz w bok nim dosięgnie Cię
    O le Ole O le!
    Korrida jak życie się toczy
    Wygrywa Kto w porę uskoczy
    A kark pod nóż da w końcu ten
    Co ciągle prze na oślep łbem
    Więc zanim już srebrna twa szpada
    Bykowi cios ostatni zada
    Kołuj go! Zwódź! W tę go lub w tę!
    Ole! Ole! Ole! Ole!

    W słynnej prowincji Guadalajara
    Jeden z adeptów (pierwszy na liście)
    Co się jak dotąd najlepiej starał
    Słysząc te słowa splunął sążniście (hhh pff)
    Struchleli chłopcy o ciemnych oczach
    I mistrza omal nie trafił szlag!
    Młody torrero zaś w środek skoczył
    I po hiszpańsku wygarrrrnął tak

    Marzę jak Wy o walce byków,
    lecz gardzę tą szkołą uników
    I walkę mą rozstrzygnę wprost!
    Róg byczy lub mej szpady cios
    Nie będzie byk zwodził nie w koło
    Od pierwszych chwil stawię mu czoło
    Nie stchórzę gdy dosięgnie mnie:
    Ole! Ole! Ole! Ole!
    I gardzę tym, kto by się skupiał
    Gdy jego byk oślepły lub zgłupiał
    Nie ze mną NIE numery te
    Albo ja Go : albo on mnie!
    Upadnę lub srebrna ma szpada
    Bykowi cios ostatni zada
    Wawrzyn lub śmierć
    W tę go lub w tę

    W słynnej prowincji Guadalajara
    Tłum entuzjastów zbladł jak pergamin
    Gdy nasz torrero wszedł na arenę zdawać egzamin
    Stał tak na środku jak inni blady
    Nikt jeszcze nie wie :
    Heros czy tchórz?!
    Rzucił muletę wydobył szpadę
    (a byk nadbiegał : byk był tuż tuż)
    I patrzcie państwo : Nie się nie stało!
    I tłumom zamarł na ustach krzyk
    Bo audytorium nie przewidziało
    że unik zrobi.... BYK!

    O Matko kochana