Nie ma co licha kusić.

Mam skierowanie na operację halluksa. Operacja zaplanowana jest na koniec czerwca. Dziś podjęłam decyzję, że ją odwołam. A dlaczego? Powodów jest kilka. Wiem, że po takiej operacji kilka miesięcy  miałabym kłopoty z chodzeniem. A ponieważ z chodzeniem już teraz mam trochę kłopotów, to mogę założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że się one jeszcze powiększą. Nie jestem młódką, na której wszystko się goi, jak na przysłowiowym psie. 
Jest także drugi powód. Strach. A co będzie, jak operacja się nie uda, albo wystąpią jakieś komplikacje. Tfu!, Tfu!, Tfu! I jeszcze odpukać w niemalowane drzewo, choć uważam, że przesądna raczej nie jestem. 
A poza tym nie chcę licha kusić. Zdarza się przecież, że człowiek idzie do szpitala i nagle wyskakuje coś nieoczekiwanego. Przykładem może być śmierć pana Zbigniewa Wodeckiego. Do szpitala poszedł na jakiś zabieg, który miał poprawić jego stan zdrowia, a dostał po nim udaru i nie żyje. Być może zabieg i udar nie są powiązane ze sobą, ale... myślenie i rozważanie ryzyka istnieje. 
Trudno. Będzie, co będzie. To wcale nie znaczy, że opuszczam ręce. Nie należę do ludzi łatwo się poddających. Walczę zawzięcie do skutku, ale walczyć można na wiele sposobów. Ja wybieram rehabilitację wykonywaną przez bardzo dobrze przygotowanych do pracy fizjoterapeutów. Obecnie jeżdżę na zabiegi i już widać pewne rezultaty. 
Niestety, zdrowie psuję się gwałtownie, a naprawa trwa miesiącami. Trzeba to zaakceptować i ćwiczyć nie tylko pod okiem specjalistów, ale i w domu, a z tym jest pewien problem, który nazwać można jednym wyrazem - LENISTWO! 
Był taki okres w moim życiu, że ćwiczyłam bardzo systematycznie i porozciągana byłam tak, że niejedna młodsza osoba mogłaby mi pozazdrościć. Co to było dla mnie usiąść z wyprostowanymi nogami i głowę położyć na kolanie. Albo nogi przerzucić poza głowę itd. Była to tzw. joga lecznicza. Ale pewnego dnia przerwałam ćwiczenia i teraz trudno mi do nich wrócić.
Spróbuję znowu ćwiczyć od jutra. W końcu, kto tu rządzi? Ja? Czy moje lenistwo?
I tym pozytywnym akcentem kończę dzisiejszy swój wpis. A ponieważ kocham poezję i muzykę na zakończenie wstawiam utwór Cypriana Kamila Norwida Moja piosnka w recytacji Krzysztofa Kamińskiego. Bardzo mi się podoba i sam utwór i jego wykonanie.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

O Matko kochana