Gdzie jesteście dawne chwile i wrażenia?
Moja rodzina, ojciec, mama, babcia i my dzieci, zmieniała miejsca zamieszkania. Wtedy z każdej takiej zmiany cieszyłam się. Nie było mi żal opuszczanych domów i miejscowości. Do takich zmian podchodziłam z ciekawością. Opuszczane miejsca przestawały być ważne. Ważne było to, co było przede mną. Nowe mieszkania i okolice nie tylko zwiedzałam, ale je chłonęłam całą sobą. Wszystko było ciekawe i piękne, nawet stary, drewniany, zniszczony dom (dawna szkoła podstawowa), w którym zamieszkaliśmy. Natychmiast przedreptałam wszystkie dróżki i ścieżki wokół tego domu. Wspinanie się po stromych ścianach wąwozu było sprawdzaniem mojej świetnej wtedy kondycji.

I minęło wiele lat. Zamieszkałam z mężem i dziećmi w innej miejscowości.  Nie posiwiałam, bo mam geny po babci, ale wiele lat mi przybyło. I dowiedziałam się, że w tej dawnej szkole, w której kiedyś mieszkałam jest obecnie muzeum. Bardzo byłam go ciekawa i pojechaliśmy z mężem, aby przy okazji odwiedzin u mieszkającej w tej miejscowości rodziny, zwiedzić znane sprzed lat kąty.

Budynek już z zewnątrz pięknie się prezentował. Wszystko było takie samo, a inne - nowe, zadbane, prawie błyszczące. Z mieszanymi uczuciami wchodziłam do środka. Wszystko było tu zmienione. Z dawnych 5 izb utworzono coś w rodzaju amfilady. Pod ścianami ustawiono gabloty, na ścianach zawisły wielkie plansze. Oświetlenie sztuczne, bo okna zasłonięto.

Przechodziłam zamyślona i mało zainteresowana tym, co zobaczyłam dokoła, chociaż wszystko było piękne i nowe. 

Ja szukałam podłogi z surowych desek, miedzy którymi były szpary. Szukałam kuchni węglowej, na której mój ojciec, zamiłowany pszczelarz, gotował syrop do podkarmienia pszczół na zimę, a ja w tym syropie umyłam głowę, myśląc, że to jest zagrzana woda z rzeki, którą właśnie przed chwilą wstawiłam. Szukałam kuchni, w której w czasie remontu odkryte zostało gniazdo karaluchów. Brrrr!
Szukałam z tyłu budynku starych drewnianych schodów, które łączyły kuchnią z przystawioną komórką,  pod którą był mały kurnik dla kilku kurek. Szukałam przeszłości.
Z muzeum wyszłam bardzo zamyślona. 

Jerzy Połomski Sentymentalny świat.
 
 

2 komentarze:

  1. Ja równiez wracając do rodzinnej miejscowości lubię pochodzić po ścieżkach dzieciństwa...niestety ,coraz trudniej je odnależć...

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam Cię serdecznie na moim blogu. Cieszę się, że mnie odwiedziłaś.
    Na temat takich odwiedzin miejsc znanych z przeszłości piękny wiersz napisał Jarosław Iwaszkiewicz:

    Iwaszkiewicz Jarosław

    Odwiedziny miejsc ulubionych w młodości

    Wilgotne, zimne i grożące deszczem
    Przepływają obłoki - jesienne łabędzie.
    Przychodzę tutaj znowu, by zobaczyć jeszcze,
    Czy mnie ten zmarły obraz bardzo wzruszać będzie.

    Bez smutku i bez żalu oglądani strumienie,
    Gdzieśmy niegdyś gromadnie roili się nadzy,
    Ściernie runią porosłe, zagaję, kamienie,
    Drzewa w górę wyśmigle, ścieżki, drogi, miedze.

    Dom chyli się do końca, dąb schnie od wierzchołka,
    Ogród w las się zamienił, a woda w szuwary,
    Gdzie dawniej staw szeroki, dziś wilgotna łąka,
    Każdy kąt teraz cichszy, obcy, bardziej szary.

    Woda płynąca rzeczki uniosła widoki
    Dawniejsze, na swej szklistej powłoce odbite,
    Nic nie zostało z tego - tylko te obłoki
    Zawsze w stado pierzaste i pierzchliwe zbite.

    Przeminęło. Zamknięte. Skończone. Na wieki!
    Nie wstrzymuję tej wody. Odpływa, odchodzi,
    Niechże bieży, gdzie giną wszystkie, wszystkie rzeki,
    Stary świat się pochylił, inny dzień się rodzi.

    I kiedy, obcy tutaj, przemierzam ugory,
    Patrzę, jak las, świerkowy śpi w zielonym futrze,
    Niżeli dawną miłość, wyblakłe ubiory,
    Wolę ten wiatr dzisiejszy i myśli o jutrze.

    Serdecznie Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

O Matko kochana