Co to znaczy brak zahamowań i próbowanie do skutku?

W piątek przyjechali nasi dwaj prawnusiowie. Jeden 8 lat, drugi prawie 11. Najpierw, oczywiście, rozsiedli się przed telewizorem, bo w domu mama wydziela im czas na tablet i inne tego typu przyjemności, więc u nas starają się odrobić wszelkie zaległości w tym zakresie. I wtedy jest to dla mnie czas trudny, bo oni nic poza tym, co leci w okienku nie widzą i nie słyszą. Na dworze resztki letniego ciepła, a oni jak przymurowani siedzą w domu. Wywaliłam ich bezczelnie na dwór i dałam do zabawy rakietki, piłeczki itd. Za chwilkę mój starszy prawnusio przybiegł zapytać, czy może pojeździć na moim trzykołowym rowerze. Pozwoliłam i za chwilę wyjrzałam, jak mu jazda idzie, bo rower trzykołowy to nie to samo, co rower dwukołowy. Powinien być łatwiejszy w obsłudze, a nie jest. Mój wnuk jeździł jak cyrkowiec. Wywijał, skręcał, hamował na dosyć wąskim pasku utwardzonego chodnika przed domem, bo na ulicę nie miałam odwagi go wypuścić. Przetarłam oczy ze zdumienia. Przecież tym rowerem nie jest łatwo jechać bez przygotowania. Ja uczyłam się z miesiąc i każda początkowa jazda - to był ogromny stres, bo rower mnie nie słuchał i skręcał zwykle z drogi w zarośla rosnące przy drodze. Poza tym miałam uczucie, że przy skręcie mogę się wywrócić. Moje początki dotyczące nauki jazdy na tym właśnie rowerze były i bardzo trudne i bardzo stresujące. Nawet koleżanka poświęciła się i biegała za mną, kiedy kręciłam niezdarnie pedałami. Skoordynowanie kierowania przy pomocy kierownicy i jednoczesne kręcenie pedałami było dla mnie początkowo nie do przeskoczenia. A przecież przez wiele lat bardzo dobrze jeździłam na rowerze dwukołowym, często objuczona siatkami z zakupami. Kilka lat temu miałam jednak operację kręgosłupa i lekarz ortopeda zabronił mi jeździć na dwukołowcu. Natomiast trzykołowiec - proszę bardzo. Żeby się nauczyć jazdy na nowym rowerze wymyślałam różne sposoby, żeby go oswoić. I nic. Przemawiałam do niego w czasie mojej pokracznej jazdy, nie zwracając uwagi na to, co powiedzą moi sąsiedzi albo, co gorsza, co pomyślą. Nie radzili sobie z rowerem także mój mąż, i inni dorośli członkowie rodziny. Jazdę opanowałam dopiero wtedy, gdy mąż koleżanki, który zna się na rowerach, pokazał mi jak używać hamulca.
A tu mały smerf wsiadł i nie tylko pojechał, ale i robił różne ewolucje. Przyszło mi do głowy, że dzieci nie przewidują żadnych przykrych konsekwencji, tylko śmiało i spokojnie próbują. I na tym polega chyba ich wyższość nad nami - dorosłymi, że my próbujemy z całym bagażem doświadczeń i lęków, a dzieci te doświadczenia dopiero zdobywają i to bez żadnego strachu.
A no cóż. Nowe doświadczenia i nowe podejście do nich dziś sporo już mnie jako osobę dorosłą, że nie powiem mocno już leciwą kosztują, ale kim bylibyśmy bez tych doświadczeń. Czyli ja mam zapisaną nową kartę w swoim życiorysie, a mój prawnuk dopiero otwiera swój zeszycik. Nie jestem w stanie sobie nawet wyobrazić, ile on i inne dzieci będą mądrzejsze ode mnie, gdy będą w moim wieku.

9 komentarzy:

  1. Wyobrażam sobie, że chłopcy uwielbiają odwiedzać prababcię. Jak już dorosną będą z sentymentem wspominać czas laby od domowych zasad.
    Ściskam, Marysiu :)
    PS
    Nie wiem, czy na bieżąco sprawdzasz maile, w każdym razie dziś pofrunęła wiadomość ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak będą nas kiedyś wspominać nasze prawnusie. Ja swoja babcię ze strony matki wspominam z ciepłymi uczuciami. Twoja lutenica wśród moich znajomych robi furorę.
      Poczty elektronicznej nie odwiedzam zbyt często i dziękuję, że dałaś mi znać, że jest w niej jakaś wiadomość. Już ją otwieram. Ściskam Cię mocno.

      Usuń
    2. Jak się cieszę, że lutenica smakuje :) Radziłabym Ci jeszcze spróbować kiopołu z orzechami (mój mąż lubi bardziej niż lutenicę). Przepis jest w tym samym wpisie (na tej stronie: https://po50ce.blogspot.com/ ).
      I jeszcze jeden znajdziesz w książce w rozdziale "Sałatki i dodatki do dania obiadowego".
      Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Skoro polecasz - to oczywiście, że spróbuję. Dziś przeczytam przepis, a jutro postaram się o produkty. Mam nadzieję, że orzechy mogą być mielone, bo trzecie zęby twardych kawałków w jedzeniu już nie tolerują. Moc uścisków.

      Usuń
  2. Dzieci idą na żywioł bez myślenia przyczynowo-skutkowego.Dla nich zawsze -jakoś to będzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba trafiłaś w dziesiątkę. Dla dzieci nie ma rzeczy niemożliwych.

      Usuń
    2. Dzieci nie znaja wszystkich czarnych mysli doroslych ;)

      Usuń
  3. Przypomniało mi się ja mnie mój Dziadek uczył jazdy na rowerze.Ile się biedny za mną naganiał.Piękne to czasy były

    OdpowiedzUsuń
  4. Za mną biegał mój brat. Byłam wtedy nastolatką. Chodziłam, biegałam, jeździłam na rowerze, łaziłam po drzewach i nic mnie nie bolało. To były czasy - powtórzę za Tobą.

    OdpowiedzUsuń

O Matko kochana