Rozmyślania na temat życia pewnej starszej pani.


Właśnie mija kolejny dzień i wcale mnie to nie cieszy. Ostatnio, tak jak już wcześniej pisałam, czuję, że czas przyspiesza. Może jeszcze nie pędzi, ale szybko biegnie. Rano i już południe i wieczór. I kolejny dzień. Czy to sygnał, że tego czasu nie ma przede mną już zbyt dużo? Napisałam to ostatnie zdanie i trochę się boję tego, co ono znaczy. Życie bardzo mi się podoba ze wszystkim, co ono niesie.
Ja wiem, że w życiu nie wszystko jest tak, jakbyśmy chcieli, ale mimo wszystko to życie jest piękne. Nawet wtedy, gdy przynosi z sobą nie tylko radość, ale i troskę, czy cierpienie. Po dołkach i załamaniach następuje radość z tego prostego powodu, że się żyje, że się widzi, słyszy i czuje. Że widzi się jak sobie radzą w życiu dzieci i wnuki, jak rosną i rozwijają się prawnuki.
 
Mam dużą wadę wzroku i dodatkowo czekam na operację zaćmy, ale widzę. Jakie to szczęście od Boga, od losu.  Przeczytałam kiedyś takie stwierdzenie, że trudno jest przekazać ludziom niewidomym, jak pięknie wygląda świat i nawet najbliższa okolica. Spojrzałam na swoją ulicę i zastanowiłam się. Na jej rogu rośnie wysokie drzewo. Jak pokazać to drzewo ludziom ociemniałym,  niewidomym od urodzenia. Ci ludzie mogą poczuć szorstkość kory, zapach drzewa, ale jak im pokazać wysokość i poruszanie się pod wpływem wiatru wysokich gałęzi, kolor i kształt liści. A jak przekazać ludziom niesłyszącym szelest liści na wietrze, nie mówiąc już o głosie innego człowieka.

Starzeję się, ale żyję. Widzę, słyszę i czuję. Jakie to szczęście, że w życiu mogę brać udział. Czy moje życie przypomina zachowaniem życie mocno starszej, dostojnej pani? Jakoś zupełnie inaczej to widzę. Przede wszystkim nie czuję zupełnie swojego wieku, ani swojego dostojeństwa. Co jakiś czas łapię się tylko na tym, że nie mogę już wykonać tych prac fizycznych, które do niedawna nie sprawiały mi żadnej trudności. Rano czuję, że muszę rozruszać mięśnie i kości, ale z rozruszaniem głowy jeszcze żadnego problemu nie mam. Sama jeżdżę pociągiem ponad 40 kilometrów do Warszawy. Przesiadam się do metra i do autobusu.  Nie jestem uzależniona od nikogo. Lubię być samodzielna. Mąż mnie tylko podwozi do stacji, bo nie do końca mam zrehabilitowane nogi i mam wciąż jeszcze problemy z normalnym chodzeniem po mikroudarze. Jest całkiem dobrze. No i cały czas wojuję sama z sobą. Walczę ze swoją niepełnosprawnością dotyczącą chodzenia, szukam różnych sposobów na poprawę tej sytuacji i wciąż mam nadzieję, że jeszcze będzie dobrze.

Na zakończenie piękna Modlitwa Bułata Okudżawy w wykonaniu Mariana Opani.




5 komentarzy:

  1. Marysiu, serdecznie Cię pozdrawiam. :) I ja mam wrażenie, że czas biegnie coraz szybciej, ale może tylko tak się nam wydaje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten czas tak szybko biegnie dla nas. Dla naszych wnuków i prawnuków chyba jeszcze nie pędzi aż tak szybko. Serdeczne pozdrowienia przesyłam.

      Usuń
    2. Fakt, czasami sie nad tym zastanawialam, jako glucha, ze gluchota to w sumie pikus, nie widziec, to jest ciezki los. Traci sie wszelka samodzielnosc. Na kiedy masz termin operacji zacmy? Mój ojciec ma "zrobione" oczy i jest prze-zadowolony!

      Usuń
    3. Jeszcze terminu operacji nie mam. Jestem na obserwacji. Poza tym mam bardzo dużą wadę wzroku, marszczy mi się też jakaś błona na oku, nie wiem, co zdecydują lekarze.Żebym dobrze widziała pewno musiałyby to być soczewki z korekcją. Nie wstawiają takich w ramach funduszu, a prywatnie to są zawrotne pieniądze. Tak, że same niewiadome przede mną. Pozdrawiam.

      Usuń
    4. Ja upływ czasu porównuję do przewijania taśmy magnetofonowej. Na początku, gdy jest dużo na szpuli, przesuwa się wolno, a potem coraz szybciej.

      Usuń

O Matko kochana