Witam cię nowy dniu. Jaki będziesz? Czy przyniesiesz coś nowego, ekscytującego, czy może będziesz podobny do wielu tych dni, które już minęły. Na razie nie zapowiada się nic szczególnego. Za oknem jest szaro. Nie ma ani odrobiny śniegu. Wczorajsze emocje związane z WOŚP już minęły. Teraz jest zliczanie kasy i trwają licytacje różnych darów.
A ja siedzę ciepło ubrana przed komputerem i piszę, ale pisanie nie jest przecież tylko samym zapisywaniem swoich myśli. To praca umysłowa. Prowadzę dwa blogi, bo lubię pisać, ale wiem także, że to pisanie jest mi z wielu względów bardzo potrzebne.
Spróbuję napisać jakie to są potrzeby:
- Jest to praca nad moją kondycją intelektualną. Pisanie - to solidna gimnastyka umysłu, co w moim
wieku jest sprawą trudną do
przecenienia.
- Ruszam mocno głową, żeby w tym, co napiszę zawarta była jakaś myśl, a całość żeby miała sens.
- Jest to
kontakt z wieloma ludźmi, których w większości, co prawda, nie znam, ale którzy, podobnie
jak ja, szukają. Sam fakt, że ktoś do mnie zagląda, że chce
czytać, to co napiszę, jest dla mnie
motywacją do dalszego pisania.
- Jest to ćwiczenie umiejętności zamykania w słowach myśli,
emocji, ulotnych wrażeń.
- Są to także ćwiczenia czysto polonistyczne:
- Słowo i jego słownikowe znaczenie, znaczenie
wyrazów w kontekście itd. itd.
I w tym miejscu przypominam sobie obrazek z przeszłości.
Pisać zawsze bardzo lubiłam. Siadałam i wylewałam z głowy na papier to, co w niej było. Wtedy wydawało mi się, że każdy mój tekst jest
świetny, bo prawdziwy. Bo zamieszczone w nim jest to, co nosiłam w
sobie. Swoje spojrzenie na sprawę, swoje refleksje, myśli itd.
I kiedyś przyjechała do mnie moja dziś już nieżyjąca siostra i dałam jej do przeczytania moje wypociny. Spokojnie przeczytała, po czym podsumowała mnie mówiąc:
- Co ty wyprawiasz polonistko zakichana. Przecież to, co napisałaś kupy się nie trzyma. Poczytaj sobie trochę dobrej literatury. -
I ten kubeł zimnej wody był dla mnie jak powiew świeżego powietrza. Zaczęłam przyglądać się swoim tekstom i je analizować. Zobaczyłam, czego w nich brak, a czego jest w nadmiarze.
Dziś przed opublikowaniem tekstu analizuję go i sprawdzam w nim różne elementy i ich układ, a wciąż popełniam różne błędy.
A teraz moja, pożal się Boże, grafika.
Zupełnie nie rozumiem dlaczego pojawił się kolor pomarańczowy. Był zupełnie inny.
Praca samodzielna
To jest nawiązanie do poprzedniego wpisu. Mój wnuk już poszedł do siebie, a ja samodzielnie wykonałam grafikę i próbuję ją wstawić bez żadnego podpowiadania. Sama jestem ciekawa, jak mi się to uda.
Hurra! Udało się. Jestem bardzo zadowolona.
Hurra! Udało się. Jestem bardzo zadowolona.
Nauki cd.
To jest efekt mojej dzisiejszej nauki. Okazuje się, że aby wstawić jakąś wykonaną grafikę trzeba mocno pogłówkować. To, co tu jest wstawione, zrobiłam pod okiem wnuka i głupiałam co chwila, a on starał się nie okazywać swojego zniecierpliwienia mizernymi wynikami mojego zapamiętywania jego nauk. Teraz wnuk poszedł do domu, a ja będę usiłowała poukładać sobie wszystko w głowie, a następnie zapisać kolejność działań punkt po punkcie. To co jest zapisane, jest już moje, a wiedza niezapisana bardzo szybko mi się ulatnia. Najważniejsze, że złapałam o co chodzi przy wstawianiu zdjęć. Teraz trzeba tylko ćwiczyć.
Marysia! Nie świruj!
Po ostatniej wpadce u pana Jurka (tak się zagadałam, że zapomniałam
zapłacić za rehabilitację), dziś poleciałam z samego rana do mojej
koleżanki, która w piątek też będzie na rehabilitacji i dałam jej kasę
do oddania. Ale tak już sobie nie wierzę w sprawach finansowych, że po
powrocie od koleżanki, zadzwoniłam do niej, czy na pewno końcówką, którą
jej dałam są
dwie dziesiątki, a nie przypadkiem może jedna. Usłyszałam: - Marysia!
Nie świruj! Wszystko jest w porządku! A w sklepie do znajomej
sprzedawczyni powiedziałam: - Niech pani mnie pilnuje, żebym zapłaciła,
bo wczoraj miałam wpadkę.
Krótko mówiąc wczorajszy dług wysunął się na pierwsze miejsce jako jedna z najważniejszych spraw. Moja dorosła wnuczka i syn patrzą na to, co ja wyprawiam, z lekkim rozbawieniem. Efektem tego rozbawienia były dziś słowa mojej wnuczki: - Marynia! Do domu!
Te słowa - to nawiązanie do sytuacji sprzed iluś lat. Stałam wtedy na ulicy z moją wnuczką i w najlepsze mełłam ozorem, gdy nagle zza rogu ulicy wychylił się mój mąż i rozdarł się, używając mało eleganckiego skrótu: - Marynia! Do domu!. Ten jego zwrot- polecenie obśmiany już był wiele razy i ciągle powraca w sytuacjach śmiesznych i niezwykłych.
Jakoś tak się dzieje, że powaga słusznie przynależna mojemu wiekowi nie trzyma się mnie zbyt mocno. Bliższe mi jest patrzenie na siebie z przymrużeniem oka i z akceptacją różnych śmiesznostek i potknięć.
Wojciech Młynarski
Absolutnie.
Spokojnego nie znam dnia,
na czczo spalam pety dwa
i herbaty tak jak trza
nie posłodzę,
po asfalcie czy przez piach,
gładko czy po kocich łbach,
taki mi się trafił fach
- życie w drodze.
Uciekają rzędy drzew,
twarz mi chłodzi wiatru wiew,
świat uśmiecha się, psiakrew,
bałamutnie,
a ja biorę gaz pod but,
raz na objazd, raz na skrót,
byle dalej, byle w przód,
absolutnie, absolutnie!
Byle dalej, byle w przód,
absolutnie, absolutnie!.
No a gdyby kiedy kto
zadał mi pytanie to,
co mnie nocą razy sto
ze snu budzi,
gdybym miał powiedzieć wam,
dokąd goni, dokąd gnam,
ja odpowiedź jedną dam
-gnam do ludzi!
Raz na objazd, raz na skrót,
bo chodź się trafiają wśród
ludzi często nieźli trut- ,
nieźli trutnie,
choć mnie nieraz wkurzą fest,
choć rozzłoszczą mnie do łez,
w sumie z ludźmi fajnie jest -
absolutnie, absolutnie.
W sumie z ludźmi fajnie jest,
absolutnie, absolutnie!
Więc gdy masz pan z życiem kram,
taką panu radę dam:
gnaj do ludzi, tylko tam
pańska meta.
Gnaj pan do nich jeszcze dziś
i poświęcaj każdą myśl,
czyś pan szofer, panie, czyś
pan poeta.
Raz na objazd, raz na skrót,
bo chodź się trafiają wśród
ludzi często nieźli trut- ,
nieźli trutnie,
choć cię nieraz wkurzą fest,
choć rozzłoszczą cię do łez,
w sumie z nimi fajnie jest,
absolutnie, absolutnie.
W sumie z ludźmi fajnie jest,
absolutnie, absolutnie!
Absolutnie!
Krótko mówiąc wczorajszy dług wysunął się na pierwsze miejsce jako jedna z najważniejszych spraw. Moja dorosła wnuczka i syn patrzą na to, co ja wyprawiam, z lekkim rozbawieniem. Efektem tego rozbawienia były dziś słowa mojej wnuczki: - Marynia! Do domu!
Te słowa - to nawiązanie do sytuacji sprzed iluś lat. Stałam wtedy na ulicy z moją wnuczką i w najlepsze mełłam ozorem, gdy nagle zza rogu ulicy wychylił się mój mąż i rozdarł się, używając mało eleganckiego skrótu: - Marynia! Do domu!. Ten jego zwrot- polecenie obśmiany już był wiele razy i ciągle powraca w sytuacjach śmiesznych i niezwykłych.
Jakoś tak się dzieje, że powaga słusznie przynależna mojemu wiekowi nie trzyma się mnie zbyt mocno. Bliższe mi jest patrzenie na siebie z przymrużeniem oka i z akceptacją różnych śmiesznostek i potknięć.
Wojciech Młynarski
Absolutnie.
Spokojnego nie znam dnia,
na czczo spalam pety dwa
i herbaty tak jak trza
nie posłodzę,
po asfalcie czy przez piach,
gładko czy po kocich łbach,
taki mi się trafił fach
- życie w drodze.
Uciekają rzędy drzew,
twarz mi chłodzi wiatru wiew,
świat uśmiecha się, psiakrew,
bałamutnie,
a ja biorę gaz pod but,
raz na objazd, raz na skrót,
byle dalej, byle w przód,
absolutnie, absolutnie!
Byle dalej, byle w przód,
absolutnie, absolutnie!.
No a gdyby kiedy kto
zadał mi pytanie to,
co mnie nocą razy sto
ze snu budzi,
gdybym miał powiedzieć wam,
dokąd goni, dokąd gnam,
ja odpowiedź jedną dam
-gnam do ludzi!
Raz na objazd, raz na skrót,
bo chodź się trafiają wśród
ludzi często nieźli trut- ,
nieźli trutnie,
choć mnie nieraz wkurzą fest,
choć rozzłoszczą mnie do łez,
w sumie z ludźmi fajnie jest -
absolutnie, absolutnie.
W sumie z ludźmi fajnie jest,
absolutnie, absolutnie!
Więc gdy masz pan z życiem kram,
taką panu radę dam:
gnaj do ludzi, tylko tam
pańska meta.
Gnaj pan do nich jeszcze dziś
i poświęcaj każdą myśl,
czyś pan szofer, panie, czyś
pan poeta.
Raz na objazd, raz na skrót,
bo chodź się trafiają wśród
ludzi często nieźli trut- ,
nieźli trutnie,
choć cię nieraz wkurzą fest,
choć rozzłoszczą cię do łez,
w sumie z nimi fajnie jest,
absolutnie, absolutnie.
W sumie z ludźmi fajnie jest,
absolutnie, absolutnie!
Absolutnie!
A dziś........
Po wczorajszej rehabilitacji jestem ogromnie rozbita. Czuję każdy centymetr swoich nóg i bioder, bo wczoraj były one w robocie. Przede mną stoi ciepła woda w dzbanku. Mam jej pić półtora litra dziennie. Miałam nadzieję, że do wody można zaliczyć różne herbatki, zupę itd, ale nie. Woda to woda i nic więcej. Najwyżej może być z bąbelkami, a najlepiej bez. Piję, bo muszę, choć pić wcale mi się nie chce. Kończę dopiero drugi kubek i z niechęcią patrzę na butelkę z zimną wodą mineralną niegazowaną i na wodę gorącą w dzbanku, która po dolaniu do kubka powoduje, że nie wychładzam organizmu. Trudno. Jak trzeba, to trzeba.
W dodatku mam następny dylemat. Jak nie siedzieć zbyt dużo, tylko chodzić, w sytuacji, kiedy do tego siedzenia już bardzo przywykłam i jest mi wtedy najwygodniej Po mikroudarze, który miałam w 2012 roku (i po którym nie tylko nie wezwałam pogotowia, ale nawet nie odwiedziłam lekarza rodzinnego, licząc na to, że wszystkie kłopoty z chodzeniem za chwilę same się wycofają,) przede wszystkim siedziałam. To była najwygodniejsza pozycja. A tu pan Jurek - świetny rehabilitant mówi, że wiele przykurczy i różnych napięć mięśni zrobiło się u mnie od siedzenia. Teraz już wiem, że co jakiś czas trzeba wstać z krzesełka, rozprostować się i trochę się poruszać.
Ale to wszystko to jest zmiana nawyków i to zmiana niełatwa. Łatwo się rozleniwić i nawet dołożyć do tego całkiem przekonujące argumenty, trudniej wprowadzić różne nowe działania i zmusić się do aktywności.
W dodatku pokazały mi się pasemka siwych włosów koło uszu i od razu poczułam się starsza, niż jestem. Tych kilka siwych włosów chętnie pogoniłabym daleko od siebie. A taka byłam dumna, że nie siwieję. Wiedziałam, że mam dobre geny. Babcia dochodziła do 90-tki i wciąż miała ciemne włosy, mama też nie siwiała. Okazuje się, że geny mam po ojcu, który po skończeniu 8o lat zaczął siwieć na skroniach. Sama patrzę na siebie ze sporym zdumieniem. Zamiast myśleć jak poważna matrona, to ja się zajmuję mało istotnymi w końcu duperelami. A przecież szary kolor jest piękny. Sweter w szarym kolorze jest bardzo stonowany i elegancki jednocześnie. Tak ale... I o to - ale - właśnie chodzi. Szary kolor dokoła jest bardzo ładny, ale nie lubię go u siebie na głowie.
W dodatku mam następny dylemat. Jak nie siedzieć zbyt dużo, tylko chodzić, w sytuacji, kiedy do tego siedzenia już bardzo przywykłam i jest mi wtedy najwygodniej Po mikroudarze, który miałam w 2012 roku (i po którym nie tylko nie wezwałam pogotowia, ale nawet nie odwiedziłam lekarza rodzinnego, licząc na to, że wszystkie kłopoty z chodzeniem za chwilę same się wycofają,) przede wszystkim siedziałam. To była najwygodniejsza pozycja. A tu pan Jurek - świetny rehabilitant mówi, że wiele przykurczy i różnych napięć mięśni zrobiło się u mnie od siedzenia. Teraz już wiem, że co jakiś czas trzeba wstać z krzesełka, rozprostować się i trochę się poruszać.
Ale to wszystko to jest zmiana nawyków i to zmiana niełatwa. Łatwo się rozleniwić i nawet dołożyć do tego całkiem przekonujące argumenty, trudniej wprowadzić różne nowe działania i zmusić się do aktywności.
W dodatku pokazały mi się pasemka siwych włosów koło uszu i od razu poczułam się starsza, niż jestem. Tych kilka siwych włosów chętnie pogoniłabym daleko od siebie. A taka byłam dumna, że nie siwieję. Wiedziałam, że mam dobre geny. Babcia dochodziła do 90-tki i wciąż miała ciemne włosy, mama też nie siwiała. Okazuje się, że geny mam po ojcu, który po skończeniu 8o lat zaczął siwieć na skroniach. Sama patrzę na siebie ze sporym zdumieniem. Zamiast myśleć jak poważna matrona, to ja się zajmuję mało istotnymi w końcu duperelami. A przecież szary kolor jest piękny. Sweter w szarym kolorze jest bardzo stonowany i elegancki jednocześnie. Tak ale... I o to - ale - właśnie chodzi. Szary kolor dokoła jest bardzo ładny, ale nie lubię go u siebie na głowie.
Nowy rok zaczynamy od nowych działań.
Dziś mamy już czwartek 4 stycznia. Jak ten czas leci. Gdy byłam mała czas wlókł się niemiłosiernie, teraz śmiga. Nie jestem astronomem, ani nie zdobyłam wiedzy na innym podobnym kierunku, ale jeśli dobrze zrozumiałam to, co pan Einstein powiedział, to człowiek, który w statku kosmicznym, by zaczął podróż jako młody człowiek, po iluś latach powróciłby na ziemię jeszcze w młodym wieku, a jego koledzy pozostający na ziemi byliby już staruszkami. Może tak jest i z czasem, który przeżywa dziecko, człowiek dorosły i staruszek. A może w wieku dojrzałym po prostu inaczej ten czas jest odczuwany i inaczej zagospodarowywany.
Pan Einstein był nie tylko geniuszem, ale także miał ogromne poczucie humoru.
"Na pytanie, w jaki sposób dokonuje się wielkich odkryć, uczony miał odpowiedzieć: – Bardzo prosto. Wszyscy wiedzą, że czegoś zrobić nie można. Ale przypadkowo znajduje się jakiś nieuk, który tego nie wie. I on właśnie dokonuje odkrycia."
No więc cztery dni stycznia śmignęły, jakby kto z bicza strzelił. Ale to nie znaczy, że nic w tym czasie się nie działo. Po pierwsze wznowiłam poranne ćwiczenia po przerwie trwającej ponad dziesięć lat. To nie znaczy, że rzuciłam się na nie z ogromnym zapałem. Żadnego zapału nie było. Było to raczej racjonalne podejście do sprawy swojego zdrowia i do kondycji tak fizycznej jak i umysłowej. Ostatnio stwierdziłam, że robię się coraz bardziej nieruchawa. Najlepiej mi, gdy rozpłaszczę siedzenie na krzesełku przed komputerem i gdy tylko pracują mi palce rąk na klawiaturze. A tu od końca listopada włazi mi na kark 83-ci rok i ciało zaczyna zastygać w bezruchu. Koniec tego. To, co wyćwiczę, będę miała na ten czas, który mi jeszcze pozostał na tym ziemskim padole. Trzeba wykrzesać z siebie jeszcze chociaż trochę energii. Ponadto neurolog stwierdził u mnie chorobę parkinsona. Bardzo mi się ta diagnoza nie podoba, ale jest to, co jest. Oczywiście biorę leki, ale nie byłabym sobą gdybym nie poszukała w internecie jakichś innych, alternatywnych sposobów leczenia tej choroby. Tabletki - tabletkami. Trzeba je łykać, to łykam, ale okazuje się, że są sposoby na spowolnienie rozwoju choroby. Jednym z nich jest nordic walking. Od razu dzisiaj złapałam kijki i poleciałam na spacer. Nawet dobrze mi się szło Przeszłam kilometr bez zadyszki i bez zmęczenia. To, że mogę już tak chodzić jest zasługą przemiłego pana rehabilitanta, który bezlitośnie rozprawił się z wieloma już moimi przykurczami (pozostałości mikroudaru). Jedyne ślady po nich to solidne siniaki po odrywaniu powięzi. Tych przykurczy starczy jeszcze na jakiś czas jeżdżenia za zabiegi. Przy okazji mam samodzielną jazdę pociągiem do Warszawy z podmiejskiej miejscowości i przemieszczanie się metrem i autobusem na miejsce. Czyli ćwiczę wszystko, co możliwe.
A w ogóle to życie jest piękne w każdym wieku.
Na zakończenie dzisiejszego wpisu: 12 Tenors - You Raise Me Up.
Pan Einstein był nie tylko geniuszem, ale także miał ogromne poczucie humoru.
"Na pytanie, w jaki sposób dokonuje się wielkich odkryć, uczony miał odpowiedzieć: – Bardzo prosto. Wszyscy wiedzą, że czegoś zrobić nie można. Ale przypadkowo znajduje się jakiś nieuk, który tego nie wie. I on właśnie dokonuje odkrycia."
No więc cztery dni stycznia śmignęły, jakby kto z bicza strzelił. Ale to nie znaczy, że nic w tym czasie się nie działo. Po pierwsze wznowiłam poranne ćwiczenia po przerwie trwającej ponad dziesięć lat. To nie znaczy, że rzuciłam się na nie z ogromnym zapałem. Żadnego zapału nie było. Było to raczej racjonalne podejście do sprawy swojego zdrowia i do kondycji tak fizycznej jak i umysłowej. Ostatnio stwierdziłam, że robię się coraz bardziej nieruchawa. Najlepiej mi, gdy rozpłaszczę siedzenie na krzesełku przed komputerem i gdy tylko pracują mi palce rąk na klawiaturze. A tu od końca listopada włazi mi na kark 83-ci rok i ciało zaczyna zastygać w bezruchu. Koniec tego. To, co wyćwiczę, będę miała na ten czas, który mi jeszcze pozostał na tym ziemskim padole. Trzeba wykrzesać z siebie jeszcze chociaż trochę energii. Ponadto neurolog stwierdził u mnie chorobę parkinsona. Bardzo mi się ta diagnoza nie podoba, ale jest to, co jest. Oczywiście biorę leki, ale nie byłabym sobą gdybym nie poszukała w internecie jakichś innych, alternatywnych sposobów leczenia tej choroby. Tabletki - tabletkami. Trzeba je łykać, to łykam, ale okazuje się, że są sposoby na spowolnienie rozwoju choroby. Jednym z nich jest nordic walking. Od razu dzisiaj złapałam kijki i poleciałam na spacer. Nawet dobrze mi się szło Przeszłam kilometr bez zadyszki i bez zmęczenia. To, że mogę już tak chodzić jest zasługą przemiłego pana rehabilitanta, który bezlitośnie rozprawił się z wieloma już moimi przykurczami (pozostałości mikroudaru). Jedyne ślady po nich to solidne siniaki po odrywaniu powięzi. Tych przykurczy starczy jeszcze na jakiś czas jeżdżenia za zabiegi. Przy okazji mam samodzielną jazdę pociągiem do Warszawy z podmiejskiej miejscowości i przemieszczanie się metrem i autobusem na miejsce. Czyli ćwiczę wszystko, co możliwe.
A w ogóle to życie jest piękne w każdym wieku.
Na zakończenie dzisiejszego wpisu: 12 Tenors - You Raise Me Up.
Podsumowanie starego roku i plany na przyszłość.
Zakończył się rok 2017. Przed nami nowy rok. To, jaki on będzie, zależy w dużej mierze od nas. Czego bym chciała w nowym roku? Moje chęci ograniczone są możliwościami. Wiele razy mówiłam z głębokim przekonaniem, że gdybym teraz była młoda, to po pierwsze zrobiłabym prawo jazdy, a po drugie starałabym się nauczyć przynajmniej języka angielskiego, a może nawet kilku języków.
Wiem, że zrobienie prawa jazdy jest już poza moim zasięgiem. W moim wieku i jeszcze z moją wadą wzroku nie mam nawet po co chodzić do okulistów po orzeczenie.
Z nauką języków obcych też nie jest różowo. Trudno nauczyć się języka nie mając pomocy nauczyciela prowadzącego. Na temat języka obcego mam pewne wyobrażenie ponieważ sama jestem po studiach polonistycznych. Teoretycznie mogłam język obcy poznać na studiach, ale w tamtym czasie języki się zaliczało, a to z nauką nie miało wiele wspólnego. Teraz w wieku mocno dojrzałym, gdy już dojrzałam do nauki, to jestem skazana na pracę indywidualną z lekcjami nagranymi w internecie. Nie jest to łatwe, ale też nie jest i niemożliwe.
Sporządziłam sobie plan dnia, żeby czas nie rozłaził mi się bezproduktywnie. Jak siebie znam, to plan szlag trafi już po pierwszym dniu, ale przynajmniej zobaczę, co jest realne do wykonania, a co nie mieści się jednak w zaplanowanym czasie. I co będę robiła z chęcią, a do czego musiałabym się zmuszać.
Od razu przypomina mi się powiedzenie bardzo popularne w czasach słusznie minionych, że - (cytuję i przepraszam za słownictwo:) - Planowanie tak ma się do produkcji, jak sranie do obstrukcji. Być może moje planowanie będzie potwierdzeniem tego powiedzenia.
Richard Clayderman When a Man Loves a Woman.
Wiem, że zrobienie prawa jazdy jest już poza moim zasięgiem. W moim wieku i jeszcze z moją wadą wzroku nie mam nawet po co chodzić do okulistów po orzeczenie.
Z nauką języków obcych też nie jest różowo. Trudno nauczyć się języka nie mając pomocy nauczyciela prowadzącego. Na temat języka obcego mam pewne wyobrażenie ponieważ sama jestem po studiach polonistycznych. Teoretycznie mogłam język obcy poznać na studiach, ale w tamtym czasie języki się zaliczało, a to z nauką nie miało wiele wspólnego. Teraz w wieku mocno dojrzałym, gdy już dojrzałam do nauki, to jestem skazana na pracę indywidualną z lekcjami nagranymi w internecie. Nie jest to łatwe, ale też nie jest i niemożliwe.
Sporządziłam sobie plan dnia, żeby czas nie rozłaził mi się bezproduktywnie. Jak siebie znam, to plan szlag trafi już po pierwszym dniu, ale przynajmniej zobaczę, co jest realne do wykonania, a co nie mieści się jednak w zaplanowanym czasie. I co będę robiła z chęcią, a do czego musiałabym się zmuszać.
Od razu przypomina mi się powiedzenie bardzo popularne w czasach słusznie minionych, że - (cytuję i przepraszam za słownictwo:) - Planowanie tak ma się do produkcji, jak sranie do obstrukcji. Być może moje planowanie będzie potwierdzeniem tego powiedzenia.
Richard Clayderman When a Man Loves a Woman.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Nie wiem, co się dzieje, ale z trudem myślę, czuję ucisk w głowie, a ciśnienie niskie.Myśli siłą wyciągam z głowy, a one rozmywają się i roz...
-
Bolesław Leśmian Wiosna Młode jeszcze gałęzie tężą się pokrótce W zielonej, pniom dla znaku przydanej obwódce. Kwiaty, kształt swój p...
-
Mam pytanie jak zmienić adres na tytuł przy komentowaniu wpisów w różnych blogach. Tytuł mojego bloga to Myślę, marzę, wspominam...jestem, ...




