Dziś ledwo się ruszam. Byłam na rehabilitacji. Rehabilitowała mnie pani Monika. Można by pomyśleć, że kobieca ręka w czasie zabiegu mniej dociska, a ja tak dostałam w kość, że ledwo dolazłam do taryfy, którą dojechałam do stacji kolejowej. Moje nogi zbuntowały się i nie chciały mnie nieść.
Najwyższy czas wpakować się do nagrzanego łóżka, a ja nie mam siły podnieść się z krzesła. Każdy dodatkowy ruch - to wysiłek.
Dobranoc. Do jutra.
Jaki dziś u mnie nastrój?
Mój nastrój wyrażają dzisiaj muzyka i wiersze.
i szliśmy razem, ale nie w takt -
przebacz.
Ja jeszcze długo... Rok albo dwa.
Potem zapomnę.
Teraz, gdy boli, teraz, gdy trwa,
dzwonię podzwonne.
A tobie, mila, na co ten dzwon
brzmiący z oddali?
Miłość niewielka, błahy jej zgon,
i idziesz dalej.
Cóż mam od życia? - troskę i pieśń
(ciebie już nie ma).
Musze im ufać, muszę je nieść,
pisać poemat.
Cóż mam od życia? - chyba już wiesz,
czujna i płocha? -
tylko ten smutek, tylko ten wiersz,
który mnie kocha.
Tomasz Jastrun
Spóźniona
Długo czekałem - zmieniałem koszule
I twarz w nieprzychylnym lustrze
W końcu przyszła
Punktualnie spóźniona
Chciałem zajrzeć jej w oczy - umknęły
Byłem tak blisko
Że słyszałem jej serce
I szelest włosów
Spojrzała z lękiem gdy nieostrożny
Złamałem milczenie
Słowa się potoczyły kamieniem
I nagle - sam nie wiem kiedy
Schwytałem motyla który drgnął
Pięcioma chłodnymi palcami.
Tomasz Jastrun
Zgaszony
Zapalił się
Władysław Broniewski
Wiersz ostatni
Tyś mnie kochała, ale nie tak,
jak kochać trzeba,Wiersz ostatni
Tyś mnie kochała, ale nie tak,
i szliśmy razem, ale nie w takt -
przebacz.
Ja jeszcze długo... Rok albo dwa.
Potem zapomnę.
Teraz, gdy boli, teraz, gdy trwa,
dzwonię podzwonne.
A tobie, mila, na co ten dzwon
brzmiący z oddali?
Miłość niewielka, błahy jej zgon,
i idziesz dalej.
Cóż mam od życia? - troskę i pieśń
(ciebie już nie ma).
Musze im ufać, muszę je nieść,
pisać poemat.
Cóż mam od życia? - chyba już wiesz,
czujna i płocha? -
tylko ten smutek, tylko ten wiersz,
który mnie kocha.
Tomasz Jastrun
Spóźniona
Długo czekałem - zmieniałem koszule
I twarz w nieprzychylnym lustrze
W końcu przyszła
Punktualnie spóźniona
Chciałem zajrzeć jej w oczy - umknęły
Byłem tak blisko
Że słyszałem jej serce
I szelest włosów
Spojrzała z lękiem gdy nieostrożny
Złamałem milczenie
Słowa się potoczyły kamieniem
I nagle - sam nie wiem kiedy
Schwytałem motyla który drgnął
Pięcioma chłodnymi palcami.
Tomasz Jastrun
Zgaszony
Zapalił się
Zgasiła go
Jednym spojrzeniem
Zielonych oczu
I odeszła
Z jego twarzą na plecach
Rozciętą pogardą warkocza
Jednym spojrzeniem
Zielonych oczu
I odeszła
Z jego twarzą na plecach
Rozciętą pogardą warkocza
Poranek
Te roślinki w doniczkach, to są moje młodziutkie pomidorki. Ustawiłam je w plastikowych miskach, żeby łatwiej je było przenieść na taras i żeby po podlewaniu wyciekająca z nich woda nie moczyła parapetów. To tylko część moich sadzonek.W domu wszystkie parapety okien od południowej strony są zajęte przez młode pomidorki. Ostatnio pogoda nas nie rozpieszcza. Jest chłodno na dworze i pomidorki stoją cały czas w mieszkaniu. Prognozy pogody na najbliższy czas przewidują, że do świąt ma być chłodno, po świętach ma się ocieplić i wtedy na dzień będę miski z doniczkami wynosiła na taras.
Teraz pomidorki są malutkie, ale gdy trafią na zagonek do ogródka to szybko się ukorzenią i ruszą do góry. To są gatunki wysokich pomidorów. Kupiłam do nich wysokie bambusowe paliki, w szufladzie leżą plastikowe tabliczki, bo każdy pomidor będzie opisany i taka tabliczka będzie wbita w ziemię przed każdym krzakiem pomidora. Jak się bawić, to się bawić.
Teraz trzeba tylko zamówić sobie piękną pogodę na lato i będą własne pomidory z działki. Na razie jednak trzeba się zadowolić przecierem pomidorowym, który stoi w piwnicy i posłuchać piosenki Addio pomidory
Teraz pomidorki są malutkie, ale gdy trafią na zagonek do ogródka to szybko się ukorzenią i ruszą do góry. To są gatunki wysokich pomidorów. Kupiłam do nich wysokie bambusowe paliki, w szufladzie leżą plastikowe tabliczki, bo każdy pomidor będzie opisany i taka tabliczka będzie wbita w ziemię przed każdym krzakiem pomidora. Jak się bawić, to się bawić.
Teraz trzeba tylko zamówić sobie piękną pogodę na lato i będą własne pomidory z działki. Na razie jednak trzeba się zadowolić przecierem pomidorowym, który stoi w piwnicy i posłuchać piosenki Addio pomidory
Piosenka skoczyła do góry. Trudno. Niech stoi, gdzie chce.
Upór, czyli walka o sprawność.
Ostatnio, w związku z tym, że mają być likwidowane blogi w Bloxie przeglądałam jeszcze raz swoje wpisy z bloga Kobietrawbarwacjesieni i natknęłam się na mój komentarz do jakiegoś mojego wpisu. Po przeczytaniu go zamyśliłam się mocno.A oto mój komentarz zamieszczony w blogu Kobietawbarwachjesieni. w dniu 25. II. 2013 roku.
"To wszystko prawda. Prawda, że życie składa się z drobiazgów. Prawda, że aktywność jest bardzo ważna. Ale istnieje coś takiego, jak wypalenie się. Jak świadomość, że głową muru się nie przebije. Ile można walczyć z sobą, ze swoim kalectwem? W pewnym momencie, widząc jakie są mizerne lub żadne efekty różnych usprawniających działań, człowiek zaczyna się poddawać. U mnie to jest już ponad siedem lat walki o odzyskanie sprawności w nodze. Wiem jednak, że chociaż nadzieja na całkowitą poprawę jest bardzo mizerna, to trzeba ją mieć, bo nic innego nie pozostało."
Szybko policzyłam, ile czasu wojowałam ze swoim niedowładem obu nóg, a później już tylko jednej nogi. Udar miałam w 2006 roku, a obecnie mamy rok 2019. Lekarze (neurolodzy i ortopedzi) nie dawali mi praktycznie żadnej szansy na poprawę. A ja dziś chodzę zupełnie nieźle. Jeszcze buntuje się środkowy palec u prawej nogi i drze podłoże przy chodzeniu, ale mam nadzieję, że i z tą moją dolegliwością pan Jurek sobie poradzi.
Dlaczego o tym piszę? Bo nawet sama nie podejrzewałam siebie o taką determinację. 13 lat walki. Chociaż jaka w tym moja zasługa? Miałam do wyboru albo szukać różnych sposobów i walczyć do upadłego ze swoim kalectwem, albo opuścić ręce i poddać się. A że tyle czasu to trwało... Gdy walczyłam z poważną depresją też leczenie jej zajęło mi kilkanaście lat. Widocznie na wszystko musi być odpowiedni czas.
Jak pięknie by mogło być...
Idę na działkę. Pąki pokazały się już na drzewach i krzewach. Tylko patrzeć, jak zrobi się biało w ogrodach. Lubię ten czas. Pomidorki rosną w kubeczkach i czekają na wysadzenie. A ja latam na taras z nimi i wieczorem z tarasu do mieszkania, bo jeszcze jest zbyt zimno w nocy, aby małe roślinki można było zostawić na dworze.
BABCIA!
Dopiero dziś widzę tak naprawdę jej miłość do nas - wnuków. Gdy z nami była, miałam poczucie, że będzie zawsze, a nie ma Jej już z nami kilkadziesiąt lat. Akceptowała nas - swoje wnuki - takimi, jakimi byliśmy. Nie pouczała, nie wpajała nam norm i zasad. Była z nami i wiedzieliśmy, że zawsze możemy na Nią liczyć. Łzy stają mi pod powiekami, gdy o Niej piszę. Nie zawsze byłam wobec niej w porządku. Nie wiem, jak to jest możliwe, że dobrze widzieć można dopiero z odległości wielu lat, a nie wtedy, gdy była z nami. Mieszkała z moimi rodzicami. Gdy umierała mieszkaliśmy kilkadziesiąt kilometrów od Niej. Nagle w mieszkaniu kilka razy mignęło zapalone światło. Czy był to rodzaj pożegnania? Nie wiem. Wiem, ze mam łzy w oczach i wiem, że chciałabym cofnąć czas, i przytulić Ją do siebie.
Te piwonie w ogrodzie będą mi Ją przypominały.
Jak pięknie by mogło być.
Słowa - Jonasz Kofta
Muzyka - Jarosław Kukulski
Śpiewa Halina Frąckowiak.
Starsza pani.
Wciąż zajmuję się sadzonkami pomidorów. Liczę doniczki, odstawiam, przenoszę. W ciepły dzień wynoszę młode roślinki na powietrze, na taras, na noc wnoszę je do mieszkania.
Zdrowy na umyśle człowiek patrzy do kalendarza, widzi, że święta za dwa tygodnie, więc sprząta mieszkanie, szykuje się do robienia wypieków itd. A ja zachowuję się tak, jakby do świąt było jeszcze przynajmniej z pół roku. W mieszkaniu bajzel, lodówka aż się prosi o to, żeby się nią zająć (jak ja nie lubię rozmrażania lodówki) a ja pochłonięta jestem pracą przy malutkich siewkach pomidorków.
Właśnie dziś przed wieczorem poleciałam z metrówką do ogródka, przeliczyłam ile zmieści mi się pomidorów w rzędzie, ustaliłam ile będzie rzędów i ile miejsca zajmą i pognałam do pomidorków na taras, żeby policzyć, czy mi starczy sadzonek. Doszłam do wniosku, że może zabraknąć, no i dosiałam jeszcze 10 sztuk. A tak się martwiłam, że zbyt dużo mi zostanie tych, co wyrosły, szukałam chętnych i sama woziłam sadzonki, gdy ktoś z jakiegoś powodu sam nie mógł odebrać, a teraz sama dosiewam.
Jedyna korzyść z tego mojego latania jest taka, że się ruszam. Piętro, parter, podwórko zaliczam kilkanaście razy w ciągu dnia. Dobre i to.
Jakoś trudno mi przejść na inny styl życia. Zawsze starsza pani kojarzyła mi się z dostojeństwem, z powagą i z ciepłem domowego ogniska. Tymczasem ja sama jestem zaprzeczeniem moich wcześniejszych wyobrażeń. Po cichutku myślę sobie jak ten mój mąż ze mną wytrzymuje i to już tyle lat. Mieć taką żonę pełną różnych pomysłów nie jest pewno łatwo.
Po wczorajszej rehabilitacji.
Po wczorajszej rehabilitacji dziś chodzę jak zmokła kura. Powieki opadają mi i zasypiam tu, gdzie jestem. Krzesło sedes, tapczan. Bez różnicy. Gdy tylko usiądę, to natychmiast zasypiam. Tak jest po każdej rehabilitacji, a ta była skierowana na zlikwidowanie kolejnych przykurczy i była dosyć bolesna. Boli, bo musi boleć, ale za to dużo lepiej chodzę. Coś za coś.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Nie wiem, co się dzieje, ale z trudem myślę, czuję ucisk w głowie, a ciśnienie niskie.Myśli siłą wyciągam z głowy, a one rozmywają się i roz...
-
Bolesław Leśmian Wiosna Młode jeszcze gałęzie tężą się pokrótce W zielonej, pniom dla znaku przydanej obwódce. Kwiaty, kształt swój p...
-
Mam pytanie jak zmienić adres na tytuł przy komentowaniu wpisów w różnych blogach. Tytuł mojego bloga to Myślę, marzę, wspominam...jestem, ...





