Dzień na rozmyślania.

Niebo zawalone szarymi chmurami. Żaden promyk słonka się przez nie nie przedziera. Zimno i mokro, bo deszcz leje. W taką pogodę najlepiej usiąść z naleweczką i gorącą herbatką z sokiem malinowym, do tego kocyk na plecy, żeby nie tracić ciepła. A dopiero narzekałam na upał. Jak się okazuje człowiekowi w zaawansowanym wieku trudno dogodzić. Od razu przypomina mi się świetny fragment z mojej ulubionej książki  Colas Breugnon Romaina Rollanda, w którym proboszcz Chamaille wścieka się na swoich wiernych mówiąc do Breugnona i jego kompanów:

Słuchajcie! (Szlag mnie trafi, szlag mnie trafi!) Ci poganie niedowiarki, którzy nie myją swych dusz ani nóg i nie mają wyobrażenia o życiu wiekuistym, żądają od swego proboszcza, by sprowadzał deszcz i pogodę stosownie do ich woli. Muszę wydawać polecenia słońcu i księżycowi: "Troszkę ciepła, troszkę wody, dosyć już, ojoj, za dużo! Teraz promyk słońca, ale łagodny, słodki, poprzez mgłę, teraz trochę wiaterku; nie chcemy słyszeć o mrozie! Jeszcze trochę polej Panie Jezusie... Tu, tu, na moją winniczkę! Dosyć, dosyć tego sikania! A teraz znowu ciepła..." To niesłychane!"

Bardzo lubię tę książkę, której treść aż skrzy się od humoru burgundzkiej ziemi. Żeby jednak nie powielać parafian proboszcza Chamaille spróbuję sobie wyobrazić, chociaż będzie to bardzo trudne, że szare kolory za oknem są sympatyczne.

Wyglądam przez okno i widzę w otaczającej wszystko szarości dużo soczystej zieleni, wśród której czerwienią się malutkie pomidorki koktajlowe. Jest ich dużo. Kombinuję, co z nich zrobić na zimę? W ubiegłym roku kilka słoiczków takich pomidorków zakisiłam, a część zrobiłam w zalewie octowej. Z wszystkich zrobiła się gizdra nadająca się tylko do wywalenia. W tym roku mam ochotę trochę ich ususzyć. Tylko zastanawiam się, czy gaz potrzebny do piekarnika nie będzie drożej kosztował, niż suszone pomidorki, które na dodatek nie wiadomo, czy się udadzą. Ponieważ jednak lubię eksperymentować, to kto wie, czy jednej porcji nie podsuszę.

Taka pogoda, jak ta dziś, skłania także do takich robót domowych, które są zawsze odkładane na później.
Mam w domu jedno pomieszczenie, które nazwałam garderobą, a w którym tylko dziada z babą brak. Do porządkowania tego pomieszczenia zabierałam się już kilka razy, ale za każdym kolejnym podejściem, zostaje zamieciona podłoga, a reszta ubrań i rupieci zmienia tylko miejsca na półkach i wieszakach. Ale jak np. pozbyć się różowej szczuplutkiej spódnicy, w której kiedyś wyglądałam sexy. Dziś co prawda mogę w nią włożyć tylko jedną nogę, ale może jeszcze schudnę i spódnica będzie jak znalazł. Poza tym to pamiątka mojego wyglądu sprzed dwudziestu lat. A tę czapkę zrobiła kiedyś moja wnuczka. Jak można ją wyrzucić? Aby sprzątnąć porządnie ten kąt pewno musiałabym zamknąć oczy i szybko wyrzucać wszystko, co mi wpadnie w rękę. Tu każdy namysł jest niebezpieczny. Zresztą takie jedno pomieszczenie z bałaganem jest w mieszkaniu prawie nieodzowne. Gdy mają przyjść jacyś goście, zbiera się naręcze różnych ubrań, szybko się je wynosi do graciarni, zamyka się drzwi i jest porządek. Pozostaje tylko później problem znalezienia czegoś w bałaganie. Ale i tu o wytłumaczenie jest łatwo. I tak chodzę i szukam ciągle czegoś, a to części od odkurzacza, a to od malaksera itd, więc kilka rzeczy więcej nie robi już różnicy. A czasami takie szukanie mobilizuje do sprzątania i jest to pozytywny akcent w całości.

 Jonasz Kofta. Pamiętajcie o ogrodach. 






9 komentarzy:

  1. Cytat z książki doskonale odzwierciedla ludzką naturę. Uśmiechałam się czytając :)
    Na pozbycie się "zbędnych rzeczy" bez namysłu, chyba bym się nie zdecydowała. Tyle skarbów znajduje się przy okazji. Bardzo dobrze Cię rozumiem, Marysiu :)I też myślę,że takie 1 pomieszczenie jest potrzebne.
    Przepis Fusilli na suszone pomidory czytałam pod Twoim wpisem na bloxowej stronie, ale niestety nie mogłam dodać tam komentarza. Może Twoje koktajlowe pomidorki będą potrzebowały mniej czasu?
    Przesyłam serdeczności :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba zrezygnuję z suszenia pomidorków. Moja córka kiedyś chyba próbowała i zniechęcała mnie maksymalnie do tego pomysłu. Nie wiedziałam, że Ty nie możesz nie tylko pisać w bloxie, ale też i komentować. Wciąż nie mogę tego zrozumieć ani zaakceptować. Serdecznie Cię pozdrawiam i przytulam mocno.

      Usuń
    2. Wcześniej mogłam komentować. Wczoraj próbowałam się zalogować kilka razy i pokazywał mi się komunikat: błędny login lub hasło. Napisałam do bloxa o tym problemie i poprosiłam o usunięcie mojego bloga, bo nie chcę, żeby ktoś korzystał z moich wpisów i zdjęć. Odpisali już dziś rano (jednym zdaniem), że blog zostanie usunięty automatycznie po 30 dniach. O problemie z logowaniem ani słowa. Domyślam się, że 30 dni liczą od chwili zablokowania. Już nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Zawdzięczam im niepotrzebny, dodatkowy stres.
      Przesyłam buziaczki :))

      Usuń
    3. Czyli, że przez 30 dni ktoś może korzystać z Twojej pracy. Coraz bardziej dziwią mnie zwyczaje Bloxa. Moc buziaków także dla Ciebie.

      Usuń
    4. Nikt nie ma dostępu do bloga, a więc teoretycznie nikt nie powinien korzystać z tego, co się tam znajduje. Dostęp ma administracja, a oni mają prawo do wykorzystywania fragmentów wpisów. Nie sądzę, że to zrobią, ale chcę wiedzieć, że wszystko zostało usunięte. Nie mam do nich zaufania. Nie mam też zaufania do działania ich stron (nic tam nie funkcjonuje poprawnie).

      Usuń
    5. Już tak mi dopiekł ten blox, ze zapomniałam Cię uściskać, Marysiu :))

      Usuń
  2. Mnie żadna pogoda nie nastraja do robót domowych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Risa:
      Oprócz robót domowych w paskudne deszczowe dni pozostaje jeszcze dla mnie internet, lektura, krzyżowki i łóżko.Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Skarlet - bałkańskie opowiastki:
    Świetnie Cie rozumiem. Takie działanie, jakie zaprezentował Blox mogą zniesmaczyć. Ściskam Cię mocno.

    OdpowiedzUsuń

O Matko kochana