Ten czas przedwiosenny jest taki szary i zimny, że nie chce się wyjść na dwór. Toteż siedzę teraz przede wszystkim w domu. A tu roboty jest, co prawda, dużo, ale chęci do pracy prawie żadne. Wczoraj zmaglowałam elektrycznym maglem cały stos upranej bielizny pościelowej i przeróżnych ścierek. Nawet lubię tę pracę. Siedzę sobie wygodnie na stołku i tylko pilnuję, żeby maglowana bielizna była porządnie złożona. Praca idzie bardzo szybko, co też bardzo się liczy. Nie lubię siedzieć długo przy tej samej robocie. Chyba, że to jest praca, która mnie pochłania.
A poza tym nudy na pudy.
Z czytaniem mam problem, bo zaćma mi się powiększa i oprócz okularów muszę używać szkła powiększającego. W kwietniu będę u okulistów w Klinice Okulistycznej to lekarze okuliści zdecydują, co dalej.
W środę 21 lutego jadę do przychodni, w której robione są wkładki po badaniu stóp na różnych urządzeniach i dodatkowo przez lekarza podologa. Ciekawa jestem, czy te wkładki choć trochę mi pomogą w prawidłowym chodzeniu.
Czyli cały czas coś się dzieje. Wiem, że robię się coraz starsza i staram się o to, aby zachować możliwie dobrą sprawność zarówno intelektualną jak i fizyczną.
Napis w grafice będzie odwrócony, ale innego na razie nie umiem wstawiać.
Dzień jak co dzień.
Dziś rozpoczynam od utworu muzycznego: Richard Clayderman Greatest Hits.
Przy pięknej muzyce lepiej mi się myśli. A myśleć jest o czym.
W tym myśleniu na pierwsze miejsce wysuwa się polityka i to, co z nią jest związane. Ale o polityce nie chcę się wypowiadać. Nie znam się na niej, ale to, co się u nas dzieje, bardzo mnie niepokoi.
Wolę swoje myśli i uczucia skierować w jasną stronę.
Przed chwilą obejrzałam w internecie film pod tytułem - Siła umysłu 1 Psychika a zdrowie. Dokument.
Ten film nie tylko mnie bardzo zainteresował, ale i zmotywował do pracy nad sobą z wykorzystaniem medytacji i wizualizacji. Od jutra biorę się do ćwiczeń. Co prawda na temat medytacji wiem tylko tyle, że trzeba spokojnie usiąść najlepiej na kocu na podłodze i skoncentrować się na oddechu. Reszty dowiem się jutro z internetu. Może to być ciekawe doświadczenie. Do tego na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc. No to do jutra, bo dziś jest już późna godzina. Minęła właśnie 22,35.
Przy pięknej muzyce lepiej mi się myśli. A myśleć jest o czym.
W tym myśleniu na pierwsze miejsce wysuwa się polityka i to, co z nią jest związane. Ale o polityce nie chcę się wypowiadać. Nie znam się na niej, ale to, co się u nas dzieje, bardzo mnie niepokoi.
Wolę swoje myśli i uczucia skierować w jasną stronę.
Przed chwilą obejrzałam w internecie film pod tytułem - Siła umysłu 1 Psychika a zdrowie. Dokument.
Ten film nie tylko mnie bardzo zainteresował, ale i zmotywował do pracy nad sobą z wykorzystaniem medytacji i wizualizacji. Od jutra biorę się do ćwiczeń. Co prawda na temat medytacji wiem tylko tyle, że trzeba spokojnie usiąść najlepiej na kocu na podłodze i skoncentrować się na oddechu. Reszty dowiem się jutro z internetu. Może to być ciekawe doświadczenie. Do tego na pewno nie zaszkodzi, a może pomóc. No to do jutra, bo dziś jest już późna godzina. Minęła właśnie 22,35.
A co dziś u starszej pani?
Starsza pani, czyli ja we własnej osobie, siedzę jak zwykle przed komputerem. Nie wiem, czy nadrabiam zaległości z dzieciństwa, ale komputer - to już u mnie nałóg. Lubię pisać, lubię szukać różnych rzeczy w internecie. Tu oglądam różne filmy i informacje. Czuję się przy komputerze jak ryba w wodzie.... do momentu, gdy coś mi się zacina. I wtedy głupieję. Czekam wtedy aż przyjdzie mój wnuk i wszystko wyprostuje. Najwyraźniej brakuje mi solidnej wiedzy o budowie i działaniu komputera. No ale nie mogę oczekiwać, że będzie inaczej. I tak, jak na człowieka z pierwszej połowy XX wieku, radzę sobie bardzo dobrze. Piszę, robię coś w rodzaju grafik, potrafię wstawiać zdjęcia z telefonu do komputera. Nie ma co narzekać.
Na dworze szaro, mglisto i ponuro. Ponieważ ostatnio Pan Jurek - rehabilitant znowu delikatnie dał mi do zrozumienia, że piję zbyt mało wody, to ustawiłam butelkę mineralnej przed sobą i została już tylko czwarta jej część. Jutro, jak zwykle we wtorek, jadę na rehabilitację. Jest coraz lepiej, choć wiem, że jest jeszcze dużo do zrobienia. W końcu przez te wszystkie lata zbierałam różne przykurcze i inne paskudztwa. I teraz pan Jurek metodycznie wszystkie te paskudztwa stara się zlikwidować.
I na koniec moja kolorowanka.
I romantyczna historia muzyczna: Giovanni Marradi - Historia De Un Amor.
Na dworze szaro, mglisto i ponuro. Ponieważ ostatnio Pan Jurek - rehabilitant znowu delikatnie dał mi do zrozumienia, że piję zbyt mało wody, to ustawiłam butelkę mineralnej przed sobą i została już tylko czwarta jej część. Jutro, jak zwykle we wtorek, jadę na rehabilitację. Jest coraz lepiej, choć wiem, że jest jeszcze dużo do zrobienia. W końcu przez te wszystkie lata zbierałam różne przykurcze i inne paskudztwa. I teraz pan Jurek metodycznie wszystkie te paskudztwa stara się zlikwidować.
I na koniec moja kolorowanka.
I romantyczna historia muzyczna: Giovanni Marradi - Historia De Un Amor.
Bez upiększeń.
Do tej pory starałam się zachować naturalny wygląd twarzy, bez upiększania jej makijażem.
Ale szykowała się uroczystość, na której miałam być. Wiedziałam, że kobiety w moim wieku dbają o swój wygląd, bo sama natura już nie wystarcza. Przejrzałam się w lustrze i pomyślałam, że przydałby mi się przynajmniej jakiś delikatny makijaż. No i poleciałam do zakładu fryzjerskiego po ratunek. Pani najpierw wzięła się za moja czuprynę. Tu tapirowanie, tu lakierowanie i włosy zaczęły wyglądać zupełnie inaczej niż zwykle. Później wzięła się za moją twarz. Po godzinie czasu zamiast zaniedbanej sieroty stała "zadbana" kobieta. Weszłam do sklepu obok, gdzie pracowały znane mi sprzedawczynie.
- Ale pięknie pani wygląda - usłyszałam. Podobne wypowiedzi powtórzyły się w dalszym sklepie.
Gdy wróciłam do domu natychmiast pobiegłam do łazienki, aby skonfrontować ocenę moich znajomych z moim własnym odbiorem.
Z lustra spojrzała na mnie stara lampucera. Włosy miała nienaturalnie wysoko ułożone na tapirze, a twarz wymalowaną jak stara pudernica. Przykro było patrzeć.
Kilka dobrych chwil zajęło mi doprowadzanie wyglądu do normalności. Następny ogląd głowy i odetchnęłam z ulgą. W lustrze widać było odbicie twarzy bez zafałszowania. Twarz pogodna i uśmiechnięta. Uczesane na nowo włosy, poruszały się swobodnie i układały w dowolny sposób. Nareszcie była to moja głowa i moja twarz.
A teraz piękna piosenka: Gilbert Becaud - Nathalie.
Ale szykowała się uroczystość, na której miałam być. Wiedziałam, że kobiety w moim wieku dbają o swój wygląd, bo sama natura już nie wystarcza. Przejrzałam się w lustrze i pomyślałam, że przydałby mi się przynajmniej jakiś delikatny makijaż. No i poleciałam do zakładu fryzjerskiego po ratunek. Pani najpierw wzięła się za moja czuprynę. Tu tapirowanie, tu lakierowanie i włosy zaczęły wyglądać zupełnie inaczej niż zwykle. Później wzięła się za moją twarz. Po godzinie czasu zamiast zaniedbanej sieroty stała "zadbana" kobieta. Weszłam do sklepu obok, gdzie pracowały znane mi sprzedawczynie.
- Ale pięknie pani wygląda - usłyszałam. Podobne wypowiedzi powtórzyły się w dalszym sklepie.
Gdy wróciłam do domu natychmiast pobiegłam do łazienki, aby skonfrontować ocenę moich znajomych z moim własnym odbiorem.
Z lustra spojrzała na mnie stara lampucera. Włosy miała nienaturalnie wysoko ułożone na tapirze, a twarz wymalowaną jak stara pudernica. Przykro było patrzeć.
Kilka dobrych chwil zajęło mi doprowadzanie wyglądu do normalności. Następny ogląd głowy i odetchnęłam z ulgą. W lustrze widać było odbicie twarzy bez zafałszowania. Twarz pogodna i uśmiechnięta. Uczesane na nowo włosy, poruszały się swobodnie i układały w dowolny sposób. Nareszcie była to moja głowa i moja twarz.
A teraz piękna piosenka: Gilbert Becaud - Nathalie.
A czas płynie jak woda w rzece.
Ta woda jest w morzu, a nie w rzece. A za mną jest morze wspomnień, morze myśli, morze snów na jawie, różne drogi do wyboru i moje wybory, czasami bardzo trudne. I to wszystko można określić jednym wyrazem: - życie. Co jest w tym życiu takiego, że myślę o nim, jak o ciekawej książce, gdzie prawie nic nie jest jednoznaczne, raz i na zawsze wpisujące się w jakiś schemat. To raczej barwny kalejdoskop, w którym kolorowe szkiełka układają się w coraz to nowe wzory.
Właśnie na dworze zrobiło się już ciemno. Kolejny dzień mojego i nie tylko mojego życia jest już za nami. Nie lubię myślami wybiegać w przyszłość. Podobno ważne jest TU i TERAZ. Tak mówią psycholodzy i nie tylko oni. A mnie jakoś trudno jest zastosować się do takiego sposobu myślenia. Moje myśli są jak fruwające ptaki, jak wiatr, który jest tu, a za chwilę gdzie indziej. Toteż nic dziwnego, że trudno mi medytować. Do medytacji potrzebne jest skupienie się na oddechu, wyciszenie się wewnętrzne.
A mnie bliższa jest żywiołowość we wszelkich przejawach. Bardzo lubię poezję i
żywiołowość znalazłam w wierszu Bolesława Leśmiana Z lat dziecięcych.
Bolesław Leśmian
Z lat dziecięcych
Przypominam – wszystkiego przypomnieć nie zdołam:
Trawa…za trawą – wszechświat… A ja – kogośwołam.
Podoba mi się własne w powietrzu wołanie -
I pachnie macierzanka – i słońce śpi-w sianie.
A jeszcze? Co mi jeszcze z lat dawnych się marzy?
Ogród, gdzie dużo liści znajomych i twarzy -
same liście i twarze! … Liściasto i ludno!
Śmiech mój – w końcu alei. Śmiech stłumić tak trudno!
Biegnę , głowę gmatwając w szumach , w podobłoczach!
Oddech nieba mam – w piersi! – Drzew wierzchołki -w oczach!
Kroki moje już dudnią po grobli – nad rzeką.
Słychać je tak daleko! Tak cudnie daleko!
A teraz – bieg z powrotem do domu – przez trawę -
I po schodach, co lubią biegnących stóp wrzawę…
I pokój, przepełniony wiosną i upałem,
I tym moim po kątach rozwłóczonym ciałem-
Dotyk szyby – ustami…Podróż w nic , w oszklenie -
i to czujne, bezbrzeżne z całych sił – istnienie!
Nic nowego pod słońcem.
Ja wybieram to drugie. Sięgam do utworów Wojciecha Młynarskiego. Bardzo je lubię. Mają zawsze aktualną treść.
Wojciech Młynarski Ballada o szachiście.
Mili państwo, pośród licznych
opowiastek satyrycznych,
z których nieraz miły słuchacz mój się śmiał,
nie publikowałem słodkiej
i niegłupiej anegdotki
o facecie, który ze mną w szachy grał.
Choć niewąsko był obryty,
znał roszady i gambity,
bo teorię z mądrych książek kuł od lat,
grałem z nim bez przyjemności,
bowiem grywał słabo dość - i
już po paru ruchach mu mówiłem: "Mat".
Aż tu facet dnia pewnego
krzyknął mi, że dosyć tego,
że tu jakiś podły spisek miejsce ma,
bowiem prawda historyczna
i konieczność dialektyczna
żąda, by wygrywał tylko on - nie ja!
Na protesty me nieczuły,
rzekł: "Zmieniamy gry reguły,
bo nie wytrzymują one życia prób,
od tej pory nie ma skuchy -
na twój ruch - trzy moje ruchy
i za każdy zbity pionek bierzesz w dziób!"
Na krzesełku się poprawił,
za plecami mi postawił
byków trzech, na widok których trzęsie febra,
trzy figurki naraz ruszył,
dziób mi puchnie, płoną uszy...
Najśmieszniejsze, że on chyba znowu przegra...
1982
A na zakończenie jeszcze jeden utwór Wojciecha Młynarskiego w świetnym wykonaniu Krzysztofa Kowalewskiego.
Wojciech Młynarski Kasjer dupa.
Jakoś się udało.
No i znowu zostały same plamy. A gdzie reszta?
Już wiem dlaczego nie drukują się dodatkowe elementy. Bo zapisać trzeba obraz w JPG, GIF, albo PNG. No i teraz trzeba dowiedzieć się od fachowców, co zrobić, żeby znaleźć do zapisania grafiki te trzy skróty. Zapisów w innych skrótach ten blog nie przyjmuje. No to jeszcze jedna próba. Tym razem sięgam do starych grafik.
Ta grafika zapisana była w PNG i wskoczyła całość: - Kształty, kolory i elementy wprowadzone przez filtry. Oj dużo jeszcze muszę się nauczyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Nie wiem, co się dzieje, ale z trudem myślę, czuję ucisk w głowie, a ciśnienie niskie.Myśli siłą wyciągam z głowy, a one rozmywają się i roz...
-
Bolesław Leśmian Wiosna Młode jeszcze gałęzie tężą się pokrótce W zielonej, pniom dla znaku przydanej obwódce. Kwiaty, kształt swój p...
-
Mam pytanie jak zmienić adres na tytuł przy komentowaniu wpisów w różnych blogach. Tytuł mojego bloga to Myślę, marzę, wspominam...jestem, ...








