Ale zima na wiosnę.

Mróz za oknem aż skrzypi pod nogami i maluje kwiaty na szybach. Siedzę w domu i czekam, aż się zrobi trochę cieplej. Na razie nie wychodzę nawet do sklepów, co ma tę swoją dobrą stronę, że nie wydaję kasy. Wyjadamy to, co jest w lodówce i w szafkach. Nawet rehabilitację ostatnią odwołałam, żeby nie mieć jakichś kłopotów w drodze. Siedzę teraz więcej przed komputerem i stwierdziłam, że chyba postępuje u mnie zaćma, bo zaczynam widzieć obraz lekko przymglony, szczególnie lewym okiem. W kwietniu mam wizytę u lekarzy okulistów, to sprawa się wyjaśni.

No i bawię się tworzeniem grafiki.

                                       


                                      

Badanie inteligencji

Kilka lat temu kupiłam książkę: - Horst H. Siewert - Testy inteligencji. Na podstawie tej książki można u siebie zbadać różne rodzaje inteligencji (wizualna, praktyczna, matematyczna, werbalna). Na końcu są podane tabele oceny. Nic tylko można usiąść i sprawdzić jak to z tą inteligencją jest. Pomyślałam, że warto to sprawdzić.
Kiedyś, gdy byłam jeszcze młodą osobą inteligencję sprawdzał mi psycholog i wynik był bardzo dobry. Ale od tego czasu minęło wiele lat, ja weszłam w wiek mocno już dojrzały i ciekawa byłam, co się zmieniło.
Zaczęłam od inteligencji wizualnej i nie wiem, czy na niej nie skończę. Nie poszła mi ona najlepiej. Boję się, że jak przelecę wszystkie testy, to może się okazać, że jestem kompletnym matołem, dla którego nikt nie wymyślił jeszcze skali oceny.
Zastanawiam się, czy nie lepiej żyć z poczuciem, że wszystko jest jeszcze na zupełnie niezłym poziomie. Iluzja, czy rzeczywistość. jakie to ma znaczenie w chwili, gdy przekroczyłam już osiemdziesiątkę i jeszcze sobie radzę w samodzielnych podróżach, w domowych sprawach i nawet z internetem jestem zaprzyjaźniona. Ta przyjaźń kosztowała mnie, co prawda,  sporo wysiłku intelektualnego, ale ważny jest efekt.

                                         

Poezja.


Ostatnio co jakiś czas mam spadki nastroju. A gdy nastój się obniża, to ciśnienie wędruje do góry. Podniesione ciśnienie bardzo mnie niepokoi. W takich chwilach włączam spokojną, nastrojową muzykę i czytam poezję.
Jednym z moich ulubionych utworów poetyckich jest Urszula Kochanowska Bolesława Leśmiana. Nigdy nie uczyłam się tego wiersza na pamięć, a mimo to z pamięci mogłabym go wyrecytować. Czemu ten wiersz jest dla mnie taki bliski? Może dlatego,że bohaterką jest dziecko, które tęskni za rodzicami, za pozostawionym w Czarnolesie domem, za swoim dzieciństwem.

                  Bolesław Leśmian                            

URSZULA KOCHANOWSKA


 Gdy po śmierci w niebiosów przybyłam pustkowie,
Bóg długo patrzał na mnie i głaskał po głowie.

"Zbliż się do mnie, Urszulo! Poglądasz, jak żywa...

Zrobię dla cię, co zechcesz, byś była szczęśliwa."

"Zrób tak, Boże - szepnęłam - by w nieb Twoich krasie

Wszystko było tak samo, jak tam - w Czarnolasie!" -

I umilkłam zlękniona i oczy unoszę,

By zbadać, czy się gniewa, że Go o to proszę?

Uśmiechnął się i skinął - i wnet z Bożej łaski

Powstał dom kubek w kubek, jak nasz - Czarnolaski.

I sprzęty i donice rozkwitłego ziela

Tak podobne, aż oczom straszno od wesela !

I rzekł: "Oto są - sprzęty, a oto - donice.

Tylko patrzeć, jak przyjdą stęsknieni rodzice!

I ja, gdy gwiazdy do snu poukładam w niebie,

Nieraz do drzwi zapukam, by odwiedzić ciebie!"

I odszedł, a ja zaraz krzątam się, jak mogę -

Więc nakrywam do stołu, omiatam podłogę -

I w suknię najróżowszą ciało przyoblekam

I sen wieczny odpędzam - i czuwam - i czekam...

Już świt pierwszą roznietą złoci się po ścianie,

Gdy właśnie słychać kroki i do drzwi pukanie...

Więc zrywam się i biegnę! Wiatr po niebie dzwoni!

Serce w piersi zamiera... Nie!... To - Bóg, nie oni!...


 Drugim wierszem bardzo mnie poruszającym i i stwarzającym pole do snucia myśli na temat dobra i zła jest wiersz Kazimiery Iłłakowiczowny Bóg jest wszędzie.

         Kazimiera Iłłakowiczówna
Bóg jest wszędzie
Nie można tego obejść. Bóg jest wszędzie,
w każdym dziwnym i strasznym obrzędzie.
Wywołuje Go nie tylko modlitw kadzidlany kwiat,
ale szubienice i topór i kat.
Bóg jest w sędzi, który sądzi krzywo,
i w świadku, co przysięga na prawdę fałszywie,
nie może nie być. I to mnie przestrasza.
Bo jeśli – w świętym Piotrze, to także – w Judaszu;
jeśli w Żydzie zamęczonym niewinnie przez Niemców,
to także w Niemcach tych? I tak się kręcę
od Prawdy do Nieprawdy, od kary do zbrodni,
w każdej cząsteczce – Boga odnajdując co dnia.
I chce mi się wyciągnąć ręce nad człowiekiem
i winnym i niewinnym, i małym i wielkim,
i krzyczeć wielkim głosem błagalną przestrogę,
aby sądząc człowieka nie męczono Boga.

 Idź swoją drogą  słowa Jonasz Kofta. Śpiewa Edyta Geppert

 

Miała być wiosna, a idzie mróz.

Zima od początku aż do tej pory była bardzo łagodna. A tu teraz, gdy już wiosna za płotem, straszą, że nadchodzi mróz. I to nie byle jaki, bo sięgający aż 20 stopni Celsjusza.
Ja dziękuję. Przy temperaturze kilku stopni mrozu na dworze i 20 stopni w mieszkaniu ja marznę, a co dopiero będzie, jak przyjdzie taki duży mróz?  Chyba będę musiała sięgnąć do mojej naleweczki malinowej, co to zrobiłam ją dwa lata temu i stoi w karafce w barku. Nie należę do ochlapusów, ale jak będzie konieczność, aby rozgrzać się w środku to trudno. Poświęcę się.

Trochę się martwię, bo taki mróz może mi uniemożliwić, a przynajmniej utrudnić, dojazdy do Warszawy na rehabilitację. Wiem, że każda przerwa nie jest korzystna. Na razie nie jest jeszcze źle i jeżdżę. Jutro jadę po nowe wkładki do butów. Będą one robione na miarę, a przed ich zrobieniem będzie mi specjalista badał nogi na różnych urządzeniach. A dalej, zobaczymy jak będzie z tym mrozem. Starsze osoby duże spadki temperatur, jak też letnie upały znoszą kiepsko. Wiem coś o tym.
Był czas, kiedy jako młoda dziewczyna dojeżdżałam do pracy w Warszawie. W cienkich nylonowych pończochach łydki miałam czerwone jak buraki i nie czułam jakiegoś przejmującego zimna. A teraz siedzę w cieplutkim mieszkaniu, jestem ciepło ubrana i jest mi chłodno. - Ale to już było i nie wróci więcej - jak w piosence Maryli Rodowicz. A szkoda.

A może dzięki nauce i wciąż rozwijającej się technice, można będzie kiedyś wsiąść do wehikułu czasu i popłynąć w przeszłość do swoich młodych lat. Ciekawe jakbym na nie dziś spojrzała? Dziś te czasy kojarzą mi się z tym, co radosne, pełne życia i różnych oczekiwań. Ale gdybym przyjrzała im się z doświadczeniem mocno już starszej pani, to nie wiem, czy nie wracałabym szybko do czasów dzisiejszych. 

Chciałam się pochwalić tym, że nauczyłam się czegoś nowego w grafice, ale niestety. W obrazie brakuje znowu elementów, które się nie wydrukowały.

Rozmyślania na temat życia pewnej starszej pani.


Właśnie mija kolejny dzień i wcale mnie to nie cieszy. Ostatnio, tak jak już wcześniej pisałam, czuję, że czas przyspiesza. Może jeszcze nie pędzi, ale szybko biegnie. Rano i już południe i wieczór. I kolejny dzień. Czy to sygnał, że tego czasu nie ma przede mną już zbyt dużo? Napisałam to ostatnie zdanie i trochę się boję tego, co ono znaczy. Życie bardzo mi się podoba ze wszystkim, co ono niesie.
Ja wiem, że w życiu nie wszystko jest tak, jakbyśmy chcieli, ale mimo wszystko to życie jest piękne. Nawet wtedy, gdy przynosi z sobą nie tylko radość, ale i troskę, czy cierpienie. Po dołkach i załamaniach następuje radość z tego prostego powodu, że się żyje, że się widzi, słyszy i czuje. Że widzi się jak sobie radzą w życiu dzieci i wnuki, jak rosną i rozwijają się prawnuki.
 
Mam dużą wadę wzroku i dodatkowo czekam na operację zaćmy, ale widzę. Jakie to szczęście od Boga, od losu.  Przeczytałam kiedyś takie stwierdzenie, że trudno jest przekazać ludziom niewidomym, jak pięknie wygląda świat i nawet najbliższa okolica. Spojrzałam na swoją ulicę i zastanowiłam się. Na jej rogu rośnie wysokie drzewo. Jak pokazać to drzewo ludziom ociemniałym,  niewidomym od urodzenia. Ci ludzie mogą poczuć szorstkość kory, zapach drzewa, ale jak im pokazać wysokość i poruszanie się pod wpływem wiatru wysokich gałęzi, kolor i kształt liści. A jak przekazać ludziom niesłyszącym szelest liści na wietrze, nie mówiąc już o głosie innego człowieka.

Starzeję się, ale żyję. Widzę, słyszę i czuję. Jakie to szczęście, że w życiu mogę brać udział. Czy moje życie przypomina zachowaniem życie mocno starszej, dostojnej pani? Jakoś zupełnie inaczej to widzę. Przede wszystkim nie czuję zupełnie swojego wieku, ani swojego dostojeństwa. Co jakiś czas łapię się tylko na tym, że nie mogę już wykonać tych prac fizycznych, które do niedawna nie sprawiały mi żadnej trudności. Rano czuję, że muszę rozruszać mięśnie i kości, ale z rozruszaniem głowy jeszcze żadnego problemu nie mam. Sama jeżdżę pociągiem ponad 40 kilometrów do Warszawy. Przesiadam się do metra i do autobusu.  Nie jestem uzależniona od nikogo. Lubię być samodzielna. Mąż mnie tylko podwozi do stacji, bo nie do końca mam zrehabilitowane nogi i mam wciąż jeszcze problemy z normalnym chodzeniem po mikroudarze. Jest całkiem dobrze. No i cały czas wojuję sama z sobą. Walczę ze swoją niepełnosprawnością dotyczącą chodzenia, szukam różnych sposobów na poprawę tej sytuacji i wciąż mam nadzieję, że jeszcze będzie dobrze.

Na zakończenie piękna Modlitwa Bułata Okudżawy w wykonaniu Mariana Opani.




Nowa umiejętność

Wnuk nauczył mnie w programie graficznym Inkscapa pisania po skosie  i na okręgu w prawą stronę. Lubię bawić się grafiką, a to nowe możliwości.
Dzisiejszy dzień minął mi, jak każdy inny. Nie było żadnych niespodzianek. I dobrze. Niespodzianki lubiłam kiedyś. Dziś wolę sytuacje przewidywalne. Jest wieczór. Umysł mi przysypia i trudno mi z niego wyciągnąć cokolwiek. Nawet zwykły banał  - to już byłoby coś.  Pisanie odkładam do jutra. Dobranoc.

Dziś tylko łóżko.