Wspomnienia z minionych lat.


Władysław Broniewski
Rysunek
Wiersz

 Ziemio moja, droższa od innych,
nie śpię, szukam wspomnień dziecinnych,
bazgrzę niezręcznie, i na papierze
dom się pojawia, płoty, ganki,
bzy pachnące w majowe ranki
i wśród trawnika konwalie świeże --
kwiaty mej matki w dniu jej imienin --
ławka, gąszczem bzu opleciona,
dąb co od wieków nic się nie zmienił
i błogosławiąc wznosi ramiona.
Czemu słyszę dominikański
dzwon, co dzwonił na Anioł Pański?
Głowa słońca tonie już w Wiśle...
Mały chłopiec -- o czym ja myślę? --
o narcyzach? o wildze na gruszy?...
Bije siedem wieczornych uderzeń,
grusza biało płatkami prószy,
rośnie stary dom na papierze...

Czemu, czemu tak smutno na duszy?


 

Jak ten czas leci....

Czas nie leci, a pędzi. A wraz z tym pędzącym czasem odpłynęło od nas wielu bliskich ludzie, którzy już od nas odeszli na zawsze. I nie jest prawdą, że nie ma ludzi niezastąpionych. Każdy z nich jest nie do zastąpienia i to w jakiś szczególny sposób.
Moja ukochana Siostra. Do dziś nie potrafię zaakceptować tego, że już Jej nie ma, że już z Nią nie porozmawiam i że już Jej nie zobaczę. A przecież od Jej odejścia minęło prawie 6 lat. Odpłynęła pozostawiając po sobie pustkę, której nikt inny nie jest w stanie wypełnić. 

Teraz trzeba starać się być każdym drgnieniem serca, myślą, słowem i ciepłym uczuciem z tymi, którzy żyją. Trzeba się starać, aby nie przegapić tego, co ważne, a często niezauważane. 

Zamyśliłam się.

Nie wiem, czy  wiersza - Dzień skrzydlaty - Leśmiana nie wstawiałam już wcześniej, ale bardzo mi się ten utwór podoba. A ponieważ jego nastrój współgra z dzisiejszym moim nastrojem, dlatego go wstawiam.


Lipa.

Tak kwitnącej lipy, jak ta z naszej sąsiedniej ulicy bardzo dawno nie widziałam. Wysokie drzewo z gałęziami do samej ziemi tak obsypane było kwiatem, że chowają się pod nim nawet liście. Obie z mamą mojego zięcia wzięłyśmy duże torby, stołeczki do siedzenia i poszłyśmy zbierać kwiat. Szło nam to szybko, tak że po 2 godzinach miałyśmy pełne torby. Część kwiatu została rozłożona na prześcieradle do suszenia, a z reszty zrobiłam syrop lipowy. Przepis znalazłam w internecie. Zagotowałam 1 litr wody + 1 kg cukru i wymytą dokładnie i pokrojoną w talarki cytryną (ze skórką). Tym syropem zalałam lipę i po wystudzeniu jej wyniosłam do lodówki na 48 godzin. Po tym czasie syrop odcedziłam, a wyciśnięty kwiat lipy zalałam wodą i zagotowałam. Wyszły 4 następne słoiki słodkiego płynu pachnącego lipą.
Mam nadzieję, że infekcje i zaziębienia nie zagrożą nam w czasie chłodów jesiennych i zimowych.

A to jest mój kwiat na tarasie. Zdjęcie robione było wieczorem.




Ogród - moje hobby.

Zupełnie nie rozumiem jak to się stało, że praca w ogrodzie stała się moim hobby. Rano wstaje i idę do ogrodu. Sieję, pielę, gracuję, podlewam. I chociaż pracę wykonuję ze stołeczka, to jednak plecy mnie bolą i nie tylko plecy. A ja czuję się szczęśliwa. Nigdy tyle sałaty nie zjedliśmy, co teraz. Ale ta sałata jest przeze mnie wyhodowana. Jest krucha, prosto z grządki. Można do niej dodać ogórka, rzodkiewkę, młodą cebulkę, koperek. Wszystko, co  urosło. Nigdy za sałatą nie przepadałam, a ta bardzo mi smakuje. Może dlatego, że dbam o nią. Ogórki też mamy już swoje.  Co prawda zrywam każdego dnia tylko kilka, ale już są.

Już zdrowie nie to, co dawniej i  pamięć co i raz zawodzi, a ja znajduję smak życia. I ten smak nie jest wcale gorszy niż kiedyś. Teraz życie smakuje jak wytrawne wino. Im starsze tym lepsze.

Dziś prawie nie spałam. Jest godzina 4 rano, a ja siedzę przed komputerem. Ptaki - łobuzy wyciągają trele za oknem. Pewno są już głodne. Mój mąż przyzwyczaił je do systematycznego porannego posiłku i jak widać bardzo się to im podoba. Mam nadzieję, że w ten sposób uratuję owoce borówki amerykańskiej. W zeszłym roku nam ją bezczelnie obdziobały.

Obiecałam sobie, że w tym roku nie będę robiła, tak jak w roku ubiegłym, zbyt dużej ilości przetworów, ale jak tu zmarnować to, co urosło. Szkoda. I już powstają nowe słoiki napełnione różnymi owocami. Na razie nie jest ich dużo, ale zanosi się na to, że piwnica będzie wypełniona.

Po raz pierwszy próbuje zrobić syrop lipowy. Znalazłam taki przepis w internecie,  świeżego kwiatu dostarczają lipy, które w tym roku zakwitły wyjątkowo pięknie.

Upał.

Dziś będzie krótki wpis, bo ten upał i duchota są trudne do wytrzymania i zniechęcają do wszystkiego. Do pisania też. Żeby go jakoś przetrwać przesypiam południowe godziny. Dopiero w nocy czuć rześki powiew świeżego powietrza przez otwarte okno. Przez chwilę zastanawiałam się, jaki utwór wstawić do bloga. Bardzo lubię poezję Jonasza Kofty i dziś będzie  - Zawsze warto.
 
Jonasz Kofta - Zawsze warto.



 


 

Starość.

Drugi raz już dziś piszę, bo pierwszy wpis mi uciekł.
Dziś chciałabym się zastanowić nad starością. Co to jest starość? Czy to tylko wiek? Czy różne choroby i niedyspozycje z tym związane? Może obniżenie nastroju? A może wszystkiego po trosze. Nie będę pisała o sobie, że jestem stara, bo wcale staro się nie czuję. Patrzę na swoje ręce i widzę cienką skórę pokrytą siateczką zmarszczek. Włosy mam ciemne, choć w młodości byłam jasną blondynką. Pewno trzeba by napisać, że nie jestem już taka sprawna fizycznie jak w czasach młodości i wieku dojrzałego. Ale chyba też zmieniłam się wewnętrznie. Więcej rozumiem, staram się rozumieć i akceptować ludzi, bardzo lubię zwierzęta, przyrodę. Po działce biegają dwa pieski, które są moimi przyjaciółmi, a w domu urzęduje kotka, która wieczorami przychodzi do mnie wskakuje na biurko i układa się przed komputerem i świecącą nocną lampką, która grzeje jej futerko.

Często myślę o swojej Babci. Jak ona się czuła jako stara kobieta? Wiem, że bała się odchodzenia w Zaświaty. Była pod koniec mało sprawna fizycznie i zupełnie niesprawna intelektualnie. Nie wiem jednak i nawet trudno mi się domyślić, jak przeżywała swoją starość emocjonalnie. Kochała nas, kochała zwierzęta i kwiaty.

Myślę, że gdybym mogła cofnąć czas, to więcej bym z Nią rozmawiała, częściej bym pytała o Jej życie. Tylu szczegółów mogłam się o Niej i innych bliskich dowiedzieć, ale się nie dowiedziałam. Teraz już karta jest zamknięta. Jest mi czegoś brak. I wiem, że ten brak jest już nie do uzupełnienia.

Zamyśliłam się.............


Niedziela.

Jest godzina 6,30. Właśnie wstałam i pierwsze moje kroki skierowałam do komputera. Jestem już od niego pewno uzależniona. Trochę to dziwnie brzmi. Starsza pani uzależniona od komputera. Nie ma co ukrywać lubię przy nim siedzieć,  pisać, robić różne grafiki, wstawiać zdjęcia, chociaż ostatnio ze wstawianiem zdjęć mam trochę problemów. Wciąż się uczę, ale czuję, że brakuje mi wiedzy na temat  działania komputera. Przydałoby mi się choć kilka lekcji na ten temat.

Z oddali dobiega hałas przejeżdżającego pociągu i śpiew ptaków, które dopominają się o śniadanie. Mój mąż wciąż wynosi im rano ziarno słonecznika i suchy drobny makaron. Lubię wiosenne i letnie poranki, soczystą zieleń za oknem i pracę w ogródku. W tym roku wszystkie warzywa rosną jak na drożdżach. Już kilka ogórków ma zawiązki owoców. Truskawek na małym zagonku jest w bród. Nawet zaczynam przygotowywać część na zimę. Właśnie wyrosły małe sadzonki pomidorków koktajlowych. Będę je przesadzała, bo kilka z nich rośnie w truskawkach. To są pomidorki, które same się sieją, same rosną wystarczy je tylko zbierać i jeść.

Jutro rano jadę na pierwsze badanie pamięci. Skierowała mnie na nie pani neurolog. Niestety, ostatnio nie tylko uciekają mi wyrazy potrzebne do  aktualnej wypowiedzi, ale też zdarzają mi się jakby zamglenia pamięci. Jestem niespokojna, bo sprawność umysłowa jest dla mnie ogromnie ważna. Zdarza mi się coraz częściej, że zostawiam gdzieś w sklepie jakąś torebkę z zakupami i później szukam jej odwiedzając jeszcze raz kolejne sklepy. Zawsze bałam się choroby Alzheimera i mam nadzieję, że to nie są objawy tej choroby.

Staram się nie poddawać złym, niepokojącym myślom, ale te myśli same pchają się do mnie.
Idę do kuchni której nie zdążyłam sprzątnąć po wczorajszym odmrażaniu lodówki. Mam nadzieję, że ten dzień będzie dla nas wszystkich piękny i że przyniesie spokój i pewność, że wszystko jest w porzadku.


 

Dziś tylko łóżko.