Rozważania starszej pani!
Ostatnio lubię się zamyślać.
                        Co to jest poezja?
Dziś zastanowiłam się nad pytaniem, co to jest poezja. Uczeń w szkole powiedziałby, że jest to wiersz. Ale czy na pewno i czy tylko? 
Wychodzę na ulicę i czuję na skórze ciepło promieni słonecznych i lekki powiew wiatru. Słyszę szelest liści na drzewie i czuję, że jest mi dobrze. Zamykam oczy i zaczynam marzyć. Czy tak marzył Schumann, gdy pisał swoje Marzenie? Podejrzewam, że jego marzenia obracały się wokół dźwięków. On pewno żył przede wszystkim w świecie dźwięków, jak wielu innych kompozytorów. 

 
A malarz?  Czy jego twórczość, to poetyckie spojrzenie na uroki tego świata, a czasami na przeżywane ludzkie dramaty?

Anna Kamieńska pisze:
Żad­ne tzw. prob­le­my ludzkie
 nie dadzą się roz­wiązać. 
 One są tyl­ko po to,  aby je przeżyć.
 A to właśnie jest naj­trud­niej­sze. 

A może poezja, to umiejętność zamykania w słowach swoich przeżyć i obserwacji?

Ta sama poetka pisze:
Cóż może powiedzieć 
ktoś opuszczony przez 
słowa? 

Przychodzi mi do głowy myśl, że każda twórczość , to jednocześnie umiejętność korzystania ze swojej wiedzy, ze zdobytego doświadczenia i w ogromnym stopniu sztuka wyrażania swoich emocji dźwiękiem, pędzlem, czy piórem.

A ponieważ ja sama mam już na karku wiele zim i wiosen, dlatego wstawiam na koniec mojego wpisu bardzo mi bliski utwór słowno-muzyczny pana Andrzeja Poniedzielskiego Wesoła dumka o starości.
 

 
                  W końcu prawdziwa wiosna!
Wyglądam rano przez okno, a tu słonko świeci, niebo bezchmurne i temperatura 18 stopni ciepła. Wiatru nie było, ale wywiało mnie  z domu. Wymyśliłam sobie szybko, jaki jest powód, aby iść do sklepów. Właśnie zaczęła mi się robić opryszczka na ustach. - Trzeba kupić spiritus salicylowy i maść z antybiotykiem - pomyślałam. Sprawa ogromnie ważna i nie jest istotne, że opryszczka już przysycha. Zawsze jak jest jakiś powód, to i motywacja jest większa. 
Wzięłam chodzik, bo mam kłopoty z chodzeniem i poszłam żwawym krokiem. A tu dokoła zieleń, zapach świeżości, słonko grzeje, prawdziwy maj. Nawet nie było mi zimno w nogi, choć na bose stopy założyłam same sandałki. Ludzie wkoło uśmiechnięci, życzliwi dla siebie.
 - Dzień dobry! Pięknie dziś. Prawda?  Miłego dnia!, Wszystkiego najlepszego!
Zniknęło gdzieś zmęczenie, niezadowolenie i patrzenie krzywym okiem na wszystko dokoła. Zbudziła  się dziecięca radość.

A ja teraz siedzę w domu przed komputerem i zastanawiam się nad tym, co sprawia, że ten sam świat,   który jest dokoła nas i który dziś jest taki sam jak wczoraj, odbieramy tak różnie, w zależności od nastroju, od życzliwości otaczających nas ludzi i od czegoś trudnego do zdefiniowania - czyli czegoś  nieznanego. I co mieści się w tym nieznanym?
Myślę, że wiersz - "Z lat dziecięcych" Bolesława Leśmiana ma w sobie klimat, który budzi się dziś nawet u starszych już ludzi. 
I być może w pierwsze piękne, ciepłe dni wiosny wszyscy czujemy się lepsi i młodsi, niezależnie od naszego wieku. Czy właśnie na tym polega urok wiosny? Być może.
         
Bolesław Leśmian

Z lat dziecięcych

Przypominam – wszystkiego przypomnieć nie zdołam:
Trawa…za trawą – wszechświat… A ja – kogoś wołam.
Podoba mi się własne w powietrzu wołanie -
I pachnie macierzanka – i słońce śpi-w sianie.

A jeszcze?  Co mi jeszcze z lat dawnych się marzy?
Ogród, gdzie dużo liści znajomych i twarzy -
same liście i twarze! … Liściasto i ludno!
Śmiech mój – w końcu alei.  Śmiech stłumić tak trudno!

Biegnę , głowę gmatwając w szumach , w podobłoczach!
Oddech nieba mam – w piersi! – Drzew wierzchołki -w oczach!
Kroki moje już dudnią po grobli – nad rzeką.
Słychać je tak daleko! Tak cudnie daleko!

A teraz – bieg z powrotem do domu – przez trawę -
I po schodach, co lubią biegnących stóp wrzawę…
I pokój, przepełniony wiosną i upałem,
I tym moim po kątach rozwłóczonym ciałem-

Dotyk szyby – ustami…Podróż w nic , w oszklenie -
i to czujne, bezbrzeżne z całych sił – istnienie!
                         Zachciało mi się bawić w ogrodniczkę.
Polazłam do ogródka, a dzień był zimny, dżdżysty i wietrzny.  Posadziłam krzaczki poziomek i truskawek. Trochę opełłam posadzone wcześniej maliny i wróciłam do domu już trochę podziębiona. Pomyślałam: - Dam sobie radę. Do jutra nie będzie śladu żadnego zaziębienia. Ale następnego dnia kichałam i smarkałam na zmianę. Co gorsza moje domowe leki nie spisywały się tym razem należycie i efekt jest taki, że dziś siedzę w domu z nogami w misce z bardzo ciepłą wodą, przede mną stoi naleweczka z malin, co ją sama w lecie robiłam i zaparzona lipa. Spociłam się już jak mysz w połogu, a katar nic. Jakby go to zupełnie nie ruszało. Grzecznie do niego mówię: - Poszedł won ode mnie! - ale on udaje, że nie słyszy.Tyle lat ogródek mnie zupełnie nie obchodził i teraz na starość nagle coś mi odbiło. Ale już wyobrażam sobie krzaczki obsypane czerwonymi, pachnącymi owocami, do tego bez żadnych oprysków i innego świństwa, a moje prawnusiątka skubią owoce z zagonka. Samo takie wyobrażenie wprawia mnie od razu w dobru humor.
Kiedyś moja babcia suszyła dla nas jabłka, szykowała pestki słonecznika, a teraz ja mam już o kogo zadbać. Przyjdzie z mamusią i tatusiem taki szkrab, dla którego cały świat to na razie mama, tata i najbliższe otoczenie. Cieszy się, że kotek, który ma mięciutkie futerko dał się grzecznie pogłaskać. Myślę, że takie poziomki też mogą się dziecku podobać. A mam już prawnusiów czwórkę, toteż poziomek i innych owoców musi być sporo.
Na zakończenie dzisiejszego wpisu wstawiam piosenkę, którą lubią dzieci.

 
                       Próbuję wstawić obrazek po raz kolejny    
Który to już raz staram się wstawić obrazek? Nie będę liczyła, ale wczoraj siedziałam pół dnia. Zaparłam się, że wstawię, a komputer też się zaparł że nie przyjmie. Obrazek jest już w internecie i dlatego nie wiem, w czym jest problem. Pewno będę musiała poczekać na wnuka, aż do nas wpadnie. On, to co dotyczy pracy komputera prawie wyssał z piersi matki. Poza tym ma za sobą dwa lata grafiki komputerowej. Nawet moi dwaj prawnusiowie są bardziej biegli w pracy na komputerze niż ja. No cóż. Moje dzieciństwo przypadało na czasy, gdy nie tylko nie było w domach internetu, ale także telewizji. Za to książki i czytanie było prawie każdego dnia. Zmieniają się czasy, zmienia się technika. A człowiek musi się cała życie uczyć. Może to i dobrze, bo szare komórki trzeba mocno ćwiczyć, jeśli chce się zachować sprawność umysłową. Kiedyś lekarka powiedziała, że mózg trzeba ćwiczyć, tak, jak mięśnie. No to ćwiczymy, a będzie pewno i tak, to, co będzie.

To zdjęcie weszło, a moja grafika nie chce wejść. Zupełnie nie rozumiem dlaczego. Jest przecież na tej samej stronie, na której był kwiat.
Jeszcze jedna próba i kończę na dzisiaj. Jestem co prawda osobą upartą w szukaniu, kombinowaniu, jak tu zrobić, żeby było dobrze, ale głową muru nie przebiję.

Trudno. Sama nie dam rady. Czekam na wnuka. A żeby tak się całkiem się nie poddawać wstawiam piękny utwór Bułata Okudżawy w interpretacji Mariana Opani.


    
          Marzenie (Jedno z wielu).
Marzę o tym, aby w rządzie i w różnych władzach, w kraju, w którym żyję, zasiadali ludzie kompetentni. Ludzie, dla których ważne są sprawy obywateli, a nie sondaże i władza. 
Wiem. Marzenia się spełniają, jeśli staramy się wprowadzić je w życie, a z tym wprowadzaniem zawsze są jakieś trudności. 
Marzę o tym, aby zdrowie dopisywało nie tylko mnie, ale także wszystkim moim bliskim.

I na razie koniec marzeń. Wracam do rzeczywistości. Na dworze jest szaro. W nocy chyba padał deszcz, bo z łóżka słyszałam stukanie kropel o parapet. Jako emerytka mam już sporo wolnego czasu i zdarza się i to dosyć często, że ten czas rozłazi mi się między palcami. Dawny pośpiech, który mi towarzyszył, gdy jeszcze pracowałam, teraz muszę zastąpić planowaniem. 
To jakie mam plany na dzisiaj?
Za chwilę idę do ogródka wypleć zielsko z posadzonych truskawek, poziomek i malin, później zajmę się swoją kondycją fizyczną, czyli przelecę się do sklepów, a mam do nich kawałek drogi.
A po obiedzie - relaks, czyli słuchanie pięknych aktorskich recytacji z muzyką w tle z internetu. 
Oto jedna z nich na początek:


Poezję Leśmiana zawsze bardzo lubiłam i lubię, a do tego w tym roku (2017) przypada 140 rocznica urodzin poety i 80 rocznica jego śmierci. Wiersz czytają Krzysztof Kolberger i Anna Romantowska.                    
                          Pani w słusznym wieku się uczy.

Ucz się dziecko, ucz, bo nauka to potęgi klucz. Właśnie przypomniałam sobie wpis, który często można było znaleźć w pamiętnikach uczniowskich. A jaką ta nauka daje radość, gdy nagle potrafimy sami zrobić coś, co do tej pory było poza zasięgiem własnych możliwości. Nie umiałam wstawiać do bloga filmików, przyjechał zięć i pokazał mi jeden sposób. Już z niego skorzystałam w poprzednim wpisie wstawiłam śpiewającą dziewięcioletnią Amirę - holenderską dziewczynkę śpiewającą pięknie i profesjonalnie. A dziś dowiedziałam się, że jest jeszcze prostszy sposób wstawiania filmików. I radość moja jest ogromna, bo umiem coś nowego i  ciekawego.  A teraz, żeby samej sobie udowodnić, że moja radość nie była zbyt wczesna wstawiam kolejny filmik. Tym razem będzie to śpiewający mały chłopiec, który nie tylko śpiewa, ale sam podkreśla rączkami takty.


 Ogromnie wzruszają mnie  takie małe brzdące, które, jak sądzę, nie mają żadnych oporów, aby ujawnić swoją ekspresję. Nie zastanawiają się nad tym, jak się lepiej ustawić do nagrania. Po prostu są sobą we wszystkim, co robią. Przelatuje mi przez głowę myśl, czy przypadkiem wychowaniem dziecka i wpajaniem mu różnych norm i nawyków nie zaprzepaszczamy tego, co jest później trudne do odtworzenia - spontaniczności i ciekawości świata. Zadaję sobie pytanie, jak wobec tego pogodzić naukę dziecka i jego wychowanie z wrodzoną mu kreatywnością.
To prawda, że nauka może iść z nami przez całe życie, ale może zdolności człowieka można byłoby rozwijać, nie gubiąc po drodze tego, co cenne.







Dziś tylko łóżko.